
O tym, że Wrocław pięknym miastem jest wiadomo, nie od dziś. Trudno się z tym nie zgodzić, zresztą jak miałabym temu stwierdzeniu zaprzeczać będąc rodowitą Wrocławianką? Ale czy przyjeżdżając tu na kilka dni naprawdę koniecznym jest zaliczenie bezrefleksyjnego spaceru wokół rynku, wizyty w kilku, bądź co bądź, uroczych kościółkach albo zobaczenie jakże nudnej i oklepanej Panoramy Racławickiej? A może warto zajrzeć głębiej? Do tego namawia Ewa Orczykowska.
Autorka zabiera nas więc na spacer mało uczęszczanymi uliczkami Wrocławia, proponuje zapuścić się w te zakątki miasta, które turyści najczęściej omijają, zwraca uwagę na to, obok czego na co dzień przechodzimy z obojętnością. Zaprasza do miejsc, w których można dobrze zjeść, wypić pyszną kawę czy czekoladę, spędzić miło czas z przyjaciółmi. Ale pokazuje też te, w których bez skrępowania możemy pobuszować w propozycjach mniej lub bardziej znanych projektantów mody albo po prostu kupić sobie kabanosy smakujące jak najlepszy rarytas z królewskiego stołu*.
Zrób to we Wrocławiu jest przewodnikiem dwujęzycznym. Do połowy po polsku, od połowy po angielsku, nada się więc świetnie na prezent dla przyjaciół z zagranicy. Ładne wydanie, zintegrowana okładka oraz multum zdjęć zachęca do zakupu, i tylko szkoda, że w tej całej pozornej staranności nie zwrócono uwagi na kilka pojawiających się tu czy tam literówek i… tekst urywający się w połowie zdania, który też pojawia się na jednej ze stron.
W każdym razie po przeczytaniu całości (a przynajmniej polskiej połowy) cieszę się, że przede mną jeszcze tak wiele miejsc do odkrycia. I cóż, nie pozostaje mi nic innego, jak gorąco Was zachęcić do przejrzenia, chociażby przejrzenia tego wyjątkowego przewodnika, a potem proszę… zróbcie to we Wrocławiu.
Książkę przeczytałam dzięki uprzejmości portalu Lektury Reportera.
Ewa Orczykowska, Zrób to we Wrocławiu, Agora 2012.
*s. 29