Jeszcze bardziej niż samo gotowanie uwielbiam przeglądanie przepisów. Naprawdę. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, tak właśnie jest. Mogę godzinami przeglądać blogi kulinarne, które wiecznie są dla mnie ogromną inspiracją, zapisywać przepisy, które na pewno mi się kiedyś przydadzą (choć przynajmniej połowy z nich nigdy przecież nie wykorzystuję), przeglądać zdjęcia pysznie wyglądających potraw, ślinić się do nich i myśleć nad własnymi modyfikacjami. Nic więc chyba dziwnego, że każda książka kucharska pojawiająca się w moim domu cieszy mnie niezmiernie. Choć nie z każdej koniec końców decyduję się korzystać.
Dania z anegdotą to prawie sto przepisów, uzupełnionych o możliwe wariacje i podzielonych między takie kategorie, jak sosy, sałaty, przekąski zimne i gorące, zupy, ryby, drób, mięsa, dania różne (w sensie te niemieszczące się w żadnej innej kategorii) oraz desery. Znajdziemy tu więc zarówno tajemną recepturę przygotowania majonezu, czerniny, kartoflanki, sandacza po polsku, jak i cordon bleu, sękacza czy też gulaszu. Dania więc raczej wszystkim znane, w polskich domach często podawane i nierzadko już uznane za w pewien sposób tradycyjne, ale… to nie przepisy są tu najważniejsze.
Otóż każdy z przepisów opatrzony został anegdotą związaną z jego powstaniem. Przenosimy się więc na królewskie dwory, najczęściej zresztą francuskie (czemu to nikogo nie zdziwi?), żeby dowiedzieć się kto wymyślił sałatkę Waldorf, a kto Cezara, co miał wspólnego z kuchnią Aleksander Dumas, ojciec, czym różni się minestra od minestrone albo czy nasza staropolska kartoflanka nie posiada przypadkiem jakiegoś, może francuskiego przodka. Dowiemy się też o jakiej porze roku możemy liczyć na pyszne, hiszpańskie gazpacho, jakie potrawy otrzymały nazwy na cześć Giuseppe Verdi i jego oper, jakie są stopnie smażenia befsztyków, skąd wywodzi się nazwa tournedos oraz czy dzisiejsza szarlotka czymś się różni od tej XVII-wiecznej. Swoją drogą wiecie, że od kształtu ciasta i owoców w nich zawartych, może wbrew pozorom zależeć bardzo wiele? I nie chodzi mi tu o smak bynajmniej, raczej o całe nasze życie…
Jeśli spojrzeć na Dania z anegdotą jak na zwykłą książkę kucharską to nie do końca mnie ona satysfakcjonuje. Zabrakło mi zdjęć i myślę, że nie jest w stanie wnieść do mojej kuchni zbyt wiele. Gwoli ścisłości, ile kobiet dzisiaj decyduje się jeszcze na własnoręcznie wyrabiany majonez? Na przykład. Ale jeśli spojrzeć na nią jak na zbiór opowiadań, anegdot czy ciekawostek (około)kulinarnych to na pewno sprawdzi się pod tym względem świetnie, dostarczy dobrej rozrywki, pobudzi zmysły i pozwoli nam zabłysnąć przed znajomymi, których raczyć będziemy chociażby… tortem Sachera.
Hanna Szymanderska, Dania z anegdotą, Warszawa, Świat Książki 2012.