Jakże mnie bolą ceny książek! Z dnia na dzień coraz bardziej, mam wrażenie. Tak się ostatnio zaczęłam zastanawiać, kiedy to ostatni raz kupiłam jakąkolwiek książkę w zwykłej księgarni, po cenie okładkowej, i… za nic nie mogę sobie przypomnieć! Owszem, kupuję nadal dużo (choć jednak coraz mniej), ale na allegro i w taniej książce. Nieustannie poluję również na różnego typu promocje, a to na stronach wydawnictw, a to księgarni. I okazuje się, że tu też nie jest wcale tak kolorowo, bo kuszące wyprzedaże do minus, okazują się bardziej do niż -80%, a przecena z 45 zł na 39,99 zł wcale już kusząca nie jest.

I są takie książki, do których nie tylko serce moje, ale i rączki się wyrywają, już od momentu, gdy ujrzę je w zapowiedziach. Są tacy autorzy, których potrafiłam zawsze kupować w ciemno, po książki których leciałam, łamiąc niemalże nogi po drodze. A dziś? Zaciskam zęby i nie kupuję, bo… zaczynam przeliczać to na różne inne rzeczy. Wiem, to podłe, a ja jako prawdziwy książkoholik powinnam robić raczej na odwrót, chleb od ust odejmować, byle mieć na tę książkę tak przeze mnie wyczekaną. A jednak nie. Zaciskam zęby i przeczekuję. Czekam na promocję, na wyprzedaż, na to, aż będę mogła ją kupić używaną, ale o połowę tańszą. Czekam. Na urodziny, na imieniny, na każdą inną okazję, bo może ktoś akurat będzie miał ochotę mi ją podarować. Zwyczajnie szkoda mi wydać 40 zł, na 300 stron w miękkiej okładce. 

Inna sprawa, że kupując kilka takich książek miesięcznie musiałabym zarabiać kokosy. Ale ja nie tylko o sobie mówię. Bo patrzę na przeciętnego człowieka i wiem co on zrobi, gdy stanie przed wyborem: obiad dla całej rodziny czy książka. Patrzę na przeciętnego człowieka, który nie ma pojęcia o wielu księgarniach taniej książki i wiem dlaczego sprzedaż z roku na rok spada.

Ja rozumiem te wszystkie mechanizmy, wiem co mniej więcej składa się na cenę książki, przecież od trzech lat mnie o tym uczą, wiem ilu osobom musi coś tam z każdego jednego egzemplarza skapnąć. Swoją drogą pewnych rzeczy nie rozumiem… No bo jeśli na przykład 50% ceny książki stanowi dystrybucja to dlaczego kurde blaszka, kupując tę samą książkę bezpośrednio na stronie wydawcy cena różni się 2-3 zł, co i tak się czytelnikowi nie opłaca, bo musi dopłacić 10 za przesyłkę?

Pewnie stojąc po drugiej stronie, patrzyłabym na to wszystko zupełnie inaczej. Pewnie wtedy te 40 zł byłoby dla mnie naprawdę niewielką sumką. Dziś jednak stoję po stronie zwykłego czytelnika, patrzę na to, jak ceny książek z dnia na dzień rosną i jak ich sprzedaż z dnia na dzień maleje. Patrzę na to zamknięte koło i jest mi zwyczajnie przykro.