Mimo ostrzeżeń sięgnęłam oczywiście po drugą część cyklu Poprawianie błędów. Jakoś tak, jak się coś zaczęło to powinno się skończyć prawda? No chyba, że od początku nam nie podpasuje, ale mnie się Brudnopis bardzo podobał. Podeszłam do Czystopisu z pewną rezerwą, pełna obaw i nastawiona w zasadzie na to, że pewnie gdzieś w połowię wymięknę i nie dam rady doczytać. Nic z tych rzeczy! Choć nieco słabsza, druga część wciągnęła mnie prawie na równi z pierwszą.

Cała akcja skupiona jest wokół ucieczki Kiryła przed funkcyjnymi, którzy właściwie nie wiadomo czego chcą od niego chcą. Zabić? Nie bardzo, puścić wolno też bez sensu, zwłaszcza, że został oskarżony o mnóstwo rzeczy, w tym co najważniejsze, zabójstwo funkcyjnej-akuszerki. Może więc uwięzić w którymś ze światów, tylko w którym? Ucieka więc ten biedny Moskwianin, a to trafiając do Wasylisy, celniczki znanej mu z Nirwany, a to do Janusu, świata w którym zimy są tak mroźne, a lata tak upalne, że wątpi się w istnienie tam jakiegokolwiek żywego stworzenia. Ba, trafia nawet do Polski, do zwykłego, najzwyklejszego Elbląga! A przez cały czas próbuje uniknąć śmierci, wymyślić rozwiązanie, zdecydować co dalej ze sobą zrobić i dowiedzieć się o co w ogóle z tymi funkcyjnymi chodzi. 

Tak jak w Brudnopisie, tak i w Czystopisie Łukjanienko wraz z rozpoczęciem każdego nowego rozdziału raczy nas prywatnymi przemyśleniami na sprawy zupełnie różne, poczynając od ubrania, poprzez czynność snu, na czytaniu książek kończąc. 

Od jakiegoś czasu wydaje mi się, że minął ten krótki okres, gdy czytanie książek było powszechną rozrywką. Kino nie zdołało stworzyć konkurencji – wyjście do niego było wydarzeniem, a książka zawsze leżała pod ręką. […] Za to wideo, a potem komputer zadały książkom potężny cios. Film to czytanie dla ubogich duchem, tych, którzy nie są w stanie wyobrazić sobie wojny światów, siebie na mostku „Nautiliusa” czy w gabinecie Nero Wolfe’a. Kino to papka, obficie nasączona cukrem efektów specjalnych, papka, której nie trzeba żuć, wystarczy otworzyć usta i łykać. […] A czytanie wróciło do swego stanu pierwotnego, gdy stanowiło rozrywkę dla wybranych. Książki stały się droższe, nakłady mniejsze – mniej więcej tak, jak w dziewiętnastym wieku. Można się z tego powodu smucić, a można uczciwie zadać sobie pytanie – czy naprawdę sto procent społeczeństwa musi lubić balet? Słuchać muzyki klasycznej? Interesować się rzeźbą czy malarstwem? Albo chodzić na ryby czy na mecze piłki nożnej? Według mnie należy uznać od razu: czytanie nie jest rozrywką dla wszystkich. I w ogóle jest nie tyle rozrywką, ile pracą.*

Czasem te prywatne wtręty mogą nudzić, czasem drażnić, czasem może czytelnik zechciałby je pominąć. Ja nie chciałam, bo mi się to bardzo podoba. Lubię gdy autor poprzez swoje powieści potrafi nie tylko wciągnąć czytelnika w wir wydarzeń, ale także wyrazić swoje własne zdanie na każdy temat i w dodatku zrobić to w tak nienachalny sposób.

Czasem tak się dzieje – poznasz jakiegoś człowieka i nagle rozumiesz, że moglibyście zostać przyjaciółki. Że on mógłby stać się twoim przyjacielem, może nawet najlepszym. Ale rozdziela was życie – to tylko w książkach dla dzieci ludzie na przekór wszystkiemu pozostają przyjaciółmi.**

Tak naprawdę, ja właściwie nie wiem skąd się wzięły te wszystkie głosy rozczarowania. No owszem, może i Czystopis jest ciutkę gorszy niż jego poprzednik, bo już nie zachwyca tą świeżością, już wiemy na czym oparta jest fabuła i trudniej jest nas zaskoczyć. Tempo akcji odrobinkę zwalnia, ale za to moim zdaniem przez całą powieść utrzymuje się na równym poziomie, co dla mnie też jest raczej plusem. Nie ma tu zbędnych dłużyzn, nie wleczemy się za tym Kiryłem zupełnie bez sensu, wręcz przeciwnie poznajemy nowe światy i dążymy wraz z nim do rozwiązania zagadki funkcyjnych. Jedyną rzeczą do jakiej mogłabym się przyczepić to zakończenie, bo one na tle całości wypada po prostu fatalnie. Na tyle fatalnie, że po przewróceniu ostatniej strony pomyślałam sobie: no i co? to już? już wszystko? Takie to jakieś wyszło mało efektowne, zbyt proste, i… bo ja wiem, jakieś takie bezsensowne. 

I jeszcze ostatnia rzecz, nie dotycząca już bezpośrednio książki. Miałam spore problemy, żeby dostać tę książkę w bibliotece. Pierwszą część też miałam wypożyczoną, więc trochę bez sensu było by kupowanie drugiej. Ja wiem, że pewnie nie powinnam się czepiać, ale dla mnie to jednak odrobinę dziwne, że biblioteki (nawet nie to, że jedna, ale przynajmniej kilka) nie uzupełniają cykli i zmuszają czytelnika do jeżdżenia po całym mieście, żeby dostać drugą część. Ale to nic, bo przecież znalazła się też jedna biblioteka, w której drugą część dostać można i owszem, za to z pierwszą jest kiepsko… Nie widzą, że to jeden cykl czy jak?

Siergiej Łukjanienko, Czystopis, Warszawa, Wydawnictwo MAG 2008.

*s. 222

**s. 257