Bardzo lubię książki Gavaldy, ta jest wyjątkowo cieniutka, więc pomyślałam, że nada się idealnie na posiedzenie w poczekalni do lekarza. Nie myliłam się. Nadała się idealnie, przeczytałam błyskawicznie, uśmiechając się pod nosem, bo to bardzo przyjemna i ciepła książeczka.
Ostatni raz jest zapisem jednego dnia czwórki rodzeństwa. Simon, Lola i Garance, nasza narratorka, powinni go w zasadzie spędzić na ślubie kuzynki, jednak znudzeni całym wydarzeniem, postanowili udać się do zamku, w którym rezyduje Vincent, najmłodszy brat.
Większość powieści zajmują dialogi. Nie mamy w zasadzie wglądu w przeszłość żadnej z postaci, w wydarzenia, które ich ukształtowały. Jest tylko to co tu i teraz. To swego rodzaju przerwa, chwila na odpoczynek, na wzięcie oddechu przed kolejnym starciem z szarą rzeczywistością, przed powrotem do życia, w którym na każde z rodzeństwa czekają ich własne problemy, w których rozwiązaniu nie mogą pomóc nawet najbliżsi.
Co by nie pisać, wydaje mi się, właściwie jestem przekonana, że Ostatni raz to książka na raz. Nie ma chyba sensu doszukiwać się tu jakiejś głębi, drugiego dna. Nie, to po prostu takie tam zwykle paplanie o niczym. Jak w rodzinie, jak wśród przyjaciół. Nie wiem ile z tej paplaniny zostanie mi w głowie i na jak długo, ale ja też lubię czasem odsapnąć.
Anna Gavalda, Ostatni raz, Warszawa, Świat Książki 2010