
Premiera już 7 marca!
Na okładce widnieje pewien napis: każda z nas ma swoje Różany. Och, jakże bym chciała w to wierzyć! Jakże chciałabym wierzyć, że gdzieś tam na przedmieściach czeka mój własny dworek (może to być i mały biały domek), z pięknym ogrodem, zadbanym przez cały rok, w lecie dającym schronienie i miejsce idealne do wypoczynku oraz ludźmi, na których zawsze mogę liczyć. Bo takie właśnie są Różany, położone pod Krakowem. Różany to miejsce, w którym czas się zatrzymał. Skrywające pewne tajemnice, przesiąknięte cudownymi zapachami, posiadające nawet swoją zjawę, nękającą niewiernych mężczyzn! Co tu dużo pisać, Różany to miejsce przypominające po prostu raj, z którego Zosia, główna bohaterka brutalnie została wygnana. W dodatku przez osobę, którą kocha najbardziej na świecie…
Ilekroć pomyślę o Drodze do Różan mam ochotę się uśmiechnąć. Bo to właśnie tego typu opowieść, bardzo przyjemna, do uśmiechnięcia się, nie śmiechu, nie parskania pod nosem, ale zwykłego ciepłego uśmiechu i odrobinki blasku w oczach. Bogna Ziembicka przeniosła nas do Różan, poprowadziła po uliczkach Krakowa i zapoznała z bohaterami tak interesującymi, że ciężko było ten jej świat opuścić. Co ważne, każda z jej postaci wywołała we mnie jakieś tam emocje. Od wielkiej sympatii, wywołanej szczególnie przez Mariannę, odrobinkę cyniczną czterdziestolatkę, parającą się magią po godzinach, ideał przyjaciółki, o tak wielkim sercu, że dałaby radę zmieścić tam cały świat, zaczynając, poprzez odrobinę współczucia, chęć pomocy, aż do zdenerwowania, a nawet wielkiej wściekłości, bo ile razy na kartach książki pojawiał się Krzysztof, tyle razy miałam ochotę rzucić nią w kąt pokoju.
Zafascynowała mnie historia niani Zuzanny, czekałam z niecierpliwością na te rozdziały poświęcone latom przedwojennym, na to co się zdarzy. A raczej co już się zdarzyło, jak to się stało, że mieszka w Różanach niemal od zawsze, że niemal od zawsze związana jest z rodziną Boruckich, na tyle, że Zosia, nasza główna bohaterka nie wyobraża sobie bez niej życia. Byłam strasznie ciekawa jak się rozwinęła jej miłość do Piotra, czy też dostała swoją szansę, jak to się wszystko potoczyło. No i cóż, napiszę tylko, żę każdy kolejny fragment okazywał się dla mnie coraz większym zaskoczeniem.
Żeby jednak nie było, że tylko chwalę i się zachwycam, dostrzegam tu też kilka wad. Na przykład to, że na samym początku autorka zasypuje nas niemal ogromem postaci, w którym ciężko się połapać. Inna sprawa, że mam wrażenie, że kilka z tych postaci pojawiło się w powieści troszkę na siłę i niewiele tak naprawdę wniosły do powieści, przykładem niech będzie Paulina, która zawitała do Różan wraz z grupą Niemców i… więcej już na kartach książki się nie pojawiła.
No i największa wada… Główna postać. O ile w trakcie całej lektury jakoś na tą Zosię i jej niezbyt mi przyjazny charakter przymykałam oko, o tyle dochodząc do końcówki, tak mnie ta jej dziecięca naiwność i totalna obsesja na punkcie Krzysztofa zaczęła drażnić, że miałam ochotę palnąć jej w łeb. Mam takie wrażenie, że autorka sama nie bardzo wiedziała na co się zdecydować, czy stworzyć bohaterkę dojrzałą i odpowiedzialną czy może naiwnego podlotka. Koniec końców wyszła z tego niby dorosła, bo trzydziestoletnia kobieta, a jednak z głową nabitą marzeniami i fantazjami, jakąś wizją świata idealnego, jak piętnastoletnia dziewczynka, która wierzy jeszcze w to, że ludzie są dobrzy, a jak się kogoś kocha, to absolutnie nic nie ma prawa stanąć na przeszkodzie na drodze do stworzenia związku idealnego.
Droga do Różan to dobra książka, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę, że jest powieściowym debiutem autorki. Nie uchroniła się przed kilkoma błędami, panów raczej nie chwyci za serce, ale kobitki jak najbardziej może. Zwłaszcza te lubiące powieści pełne ciepła i zawiłych, ludzkich historii okraszonych odrobinką miłości i ogromną dawką ludzkiego dobra, wywołującego uśmiech na twarzy i miłe uczucie w głębi serca.
Bogna Ziembicka, Droga do Różan, Kraków, Wydawnictwo Otwarte 2012.