Oto cała prawda o czasie: nigdy się nie zatrzymuje i nigdy się nie powtarza.*
Nie wiem czy byłabym w stanie wskazać rodzinę, w której choć jednej osoby nie zabrałby nowotwór. Na ogół wykrywany zbyt późno, na ogół atakujący więcej niż jeden organ… Moim zdaniem ta choroba za każdym razem boli tak samo, za każdym razem jest równie niesprawiedliwa, za każdym razem doprowadza nas do beznadziejnej wręcz bezradności, ale mam wrażenie, że im młodsze osoby dopada tym więcej jakoś jest w nas pretensji do świata, do losu, do Boga. A co jeśli atakuje sześcioletnie dziecko?
Elena Desserich była zupełnie zwyczajną dziewczynką. Kolor różowy był dla niej niemal podstawą ubioru, a ozdoby we włosach czymś zupełnie naturalnym. Choć często tęskniła za rodzicami to jednak uwielbiała spędzać czas w szkole. A dla młodszej siostrzyczki byłaby w stanie zrobić wszystko, opiekowała się nią najlepiej jak umiała i uczyła tego, czego sama nauczyła się stosunkowo niedawno. Aż do czasu. U Eleny bowiem wykryto pewnego dnia rzadki rodzaj guza mózgu.
Wiadomość z nieba to pamiętnik rodziców Eleny, który początkowo stanowił zwykłe zapiski, mające być kiedyś pamiątką dla jej młodszej siostry. To opis nieustającej walki o życie ukochanego dziecka. To zapiski z kilku upadków, z wielu chwil wątpliwości, z dni, kiedy najtwardszy zupełnie opadłby z sił, ale i z tych wzlotów, małych wielkich radości, ogromnych nadziei i woli przetrwania. Obraz sześcioletniej dziewczynki jaki się z tych zapisków wyłania niewątpliwie robi wrażenie ze względu na dojrzałość, jaką powoli zaczynamy w niej dostrzegać, ale i mocno zasmuca, gdy dociera do nas jak bardzo Elena jest zmęczona tą całą sytuacją i jak bardzo pragnie zwykłego powrotu do normalności, której nie może jej zapewnić nawet realizacja najskrytszych marzeń.
Lekarstwa nie stoją na półkach z zabawkami i nie mają metek. I choć mamy każdą zabawkę o jakiej małe dziewczynki mogą tylko zamarzyć wiara jest teraz towarem deficytowym. Robimy więc co możemy, rozpieszczamy je, traktujemy jak księżniczki i kupujemy wszystko, czego chcą. W jakiś sposób jest to nagroda za to, że nasze dzieci mają raka. Nagle troszczymy się, kochamy, nagle kupujemy im świat. Jednak jest za późno. Jedyne czego chce Elena, to być normalna.**
Wiadomość z nieba to dla mnie też niesamowity obraz powolnego godzenia się z losem, znajdowania siły w tym co kilka miesięcy wcześniej byłoby w stanie totalnie nas wykończyć i uśmiechu na ustach mimo wszelkich przeciwności losu. Nigdy nie przestanę podziwiać osób, które w obliczu tragedii nie załamują rąk, nie poddają się, a wręcz przeciwnie – potrafią cieszyć się życiem dużo bardziej niż ci, którzy nie są zmuszeni do obcowania na co dzień z nieuleczalną chorobą.
Brooke i Keith Desserich, Wiadomość z nieba, Słupsk, Papierowy Księżyc 2011.
*s. 128
**s. 90-91.