O, choinka! Czyli jak przetrwać Święta to zbiór ponad dwudziestu opowiadań napisanych przez autorów zrzeszonych w grupie Tfórca. Jak zawsze odrobinę spóźniona, wszak, Święta minęły i żaden ślad po nich nie został, postanowiłam i ja zapoznać się z tą publikacją.

E-booków czytać nie lubię, nie mam odpowiedniego sprzętu (jeszcze! bo liczę na to, że kiedyś się w końcu go dorobię), czytam więc z komputera. Właśnie ze względu na to miałam dawkować sobie ten zbiorek powolutku, po jednym do maksymalnie dwóch opowiadań dziennie, żeby oczy zbyt się nie męczyły. Włączyłam więc… i jak zaczęłam, tak wsiąkłam całkowicie i w dwa dni przeczytałam całość.

To opowiadania ściśle lub nieco luźniej związane z Bożym Narodzeniem. Mamy tu więc odrobinę magii, świąteczne przemiany, Święta spędzone w gronie rodzinnym, kręcenie nosem na komercje czy, co najbardziej mnie zasmuciło, przejmującą samotność w te wyjątkowe dni. 

Zastanawiałam się czy warto pisać o pojedynczych utworach, czy skupić się raczej na całości, ale uznałam w końcu, że ci, którzy w jakiś sposób mnie poruszyli zasługują choć na małe wyróżnienie. Tak więc: Krzysztof Maciejewski totalnie mnie zaskoczył swoim Wigilijnym K., na tyle, że pod koniec opowiadania uśmiech nie schodził mi z twarzy. 

Bielszy niż śnieg Anny Klejzerowicz całkowicie mnie zachwycił, pewnie przez wprowadzenie puszystej, białej kulki jako jednego z bohaterów. 

Taki czas Karoliny Dyji wywołał u mnie ukradkiem ocieraną łezkę.

Ewa Bauer zdecydowanie lepiej wypadła w opowiadaniach niż w nie tak dawno czytanej przeze mnie powieści. Przez cały Cud narodzin trzymała mnie w napięciu, w Polowaniu zaś nieźle zagrała na moich emocjach, pozostawiając mnie z poczuciem niesprawiedliwości tego świata i beznadziejnej bezradności. 

Michał Stonawski miał fenomenalny pomysł na Najcenniejszy prezent, zupełnie nie spodziewałabym się tego co zaoferował czytelnikom. Szkoda tylko, że zakradł się w jego opowiadanie przebrzydły błąd ortograficzny, w który wgapiałam się przez dobrą chwilę, zastanawiając się czy możliwe jest jeszcze to co widzę czy już mam serio jakieś omamy.

Antonina Kostrzewa całkowicie mnie kupiła swoją Opowieścią wigilijną, całkowicie. Wizją bez Świąt, ostatnim zdaniem, przesłaniem utworu.

Dziecko Marka Ścieszka wprowadziło mnie w cudowny klimat, poruszyło wyobraźnie. To naprawdę świetny utwór, chyba najlepszy ze zbioru i jeśli kiedyś stałby się częścią albo punktem wyjścia do większej całości to ja bardzo chętnie po tę całość sięgnę.

Co do reszty utworów – jest różnie. Raz lepiej, raz gorzej, czasami fatalnie (przyznam się, jednego z opowiadań nie byłam w stanie doczytać, zupełnie nie mój klimat), generalnie widać pewne nierówności, ale przecież nie da się ich uniknąć przy wydawaniu antologii wielu autorów. Swoją drogą, mam też małą nadzieję, że teraz, ponad miesiąc po premierze, wszystkie literówki i inne błędy zostały wyłapane i poprawione, bo momentami mocno rażą.

Niemniej jednak, cieszę się, że zdecydowałam się na przeczytanie całości i że poznałam kilku nowych autorów. Na pewno będę o nich pamiętać w przyszłości. 

Książkę można pobrać tutaj, całkowicie za darmo, do czego zachęcam.