W zamierzeniu chciałam sobie podczytywać tę książkę przez dłuższy czas. Jeden, maksymalnie dwa wywiady dziennie. W praktyce Ludzie na walizkach starczyli mi na dwa dni, a to i tak przy pewnych ograniczeniach. Bo co zrobić, gdy już pierwsza z rozmów doprowadziła mnie do łez? Kobieta, która straciła męża, a nadal czuje jego obecność. Tak pięknie mówi o miłości…
Ludzie na walizkach to zbiór dwudziestu wywiadów, które można było zobaczyć w programie o tym samym tytule. Wywiady z ludźmi, którzy stracili jeśli nie wszystko, to przynajmniej bardzo dużo. Człowiek, który niemal całkowicie stracił wzrok. Matka, której córka popełniła samobójstwo, bo przez większość życia borykała się z chorobą psychiczną. Ojciec, którego córka zginęła w wypadku samochodowym. Syn, który stracił matkę. To rozmowy z ludźmi zmagającymi się z rozmaitymi problemami zdrowotnymi. Pęcherzyca, polio, nowotwór, codziennie muszą sobie z tym radzić. To też rozmowy z ludźmi, którzy na co dzień obcują z chorobą i śmiercią. Pracownik prosektorium, hospicjum czy ksiądz udzielający ostatniego namaszczenia. Dwie z rozmów oscylują wokół tragedii smoleńskiej, jest też wywiad przeprowadzony z alkoholikiem, niepijącym od kilku już lat, jest kilka słów zamienionych z kobietą, która przez długie lata była molestowana przez własnego ojca.
Kilku rozmówców Hołowni znanych jest nam z mediów, nazwiska innych są zupełnie nowe, ale to nieważne, bo nie o to tu chodzi. To po prostu ludzie. Zwyczajni, a może i odrobinę niezwyczajni, ludzie. Pełni pokory i optymizmu, pogodzeni z własnym losem, nie winiący nikogo za to co się dzieje w ich życiu.
Hołownia kolejny raz okazał się dla mnie świetnym dziennikarzem, trafiającym w samo sedno, umiejętnie zadającym pytania, czasem tak krótkie, że wydawać by się mogło zupełnie niepotrzebne, a jednak naprowadzające rozmówców na właściwy trop, dające im możliwość szerszej wypowiedzi.
Ogólnie to bardzo dobra książka, taka do której warto od czasu do czasu wrócić. Choć czuć tu pewne nierówności. Nie wstrząsnęła mną aż tak bardzo jak poprzedni Ludzie na walizkach. W dodatku, głupio o tym pisać i pewnie w obliczu takiej tematyki nie powinnam, ale znalazło się w niej kilka wywiadów, które momentami mnie po prostu nudziły. Mam też wrażenie, że bardzo dużo w tych rozmowach odniesień do Boga, wiary, religijności, co w końcu zaczęło mnie zwyczajnie drażnić. Wydaje mi się, że w poprzednim tomie tego nie było, a jeśli nawet to w naprawdę niewielkich ilościach.
W każdym razie, mimo tych malutkich wad, Ludzi na walizkach w kolejnej odsłonie serdecznie polecam.
Szymon Hołownia, Ludzie na walizkach. Nowe historie, Kraków, Wydawnictwo Znak 2011.