Ostatnio bardzo ograniczam swoje zakupy książkowe. Kupuję bardzo mało, a i tak staram się coraz mniej i ostrożniej przede wszystkim (zwłaszcza mając przez sobą obraz zawalonych regałów, na których zalegają książki, które z całą pewnością starczą mi już do końca życia ;)). Jeśli już kupuję to albo jest to super okazja (np. książka za 10 zł, której na pewno nigdzie taniej nie dostanę, a kto wie czy niedługo nakład się nie skończy i nie zostanę z pustymi rękoma – tak zawsze sobie tłumaczę, jakkolwiek głupio to brzmi) albo nowa książka ukochanego autora (a tych jest naprawdę niewielu – może ze trzech takich, przy których nawet się nie zastanawiam tylko zamawiam).
I dzisiaj właśnie odebrałam książkę ukochanej autorki. Świeżutką, pachnącą, gotową do czytania. I co się okazało? Drodzy Państwo, ja już tę książkę mam… Mam, czytałam i uwielbiam, ale niestety nie na tyle, by wydawać na nią pieniądze drugi raz tylko dlatego, że dostała nową szatę graficzną i tytuł. No właśnie, bo tytuł tu zawinił. Nowy tytuł w dorobku Fannie Flagg sprawił, że ręce zaczęły mi się pocić, serce bić szybciej, a nogi rwały się, by jak najszybciej dostarczyć mnie do księgarni. To wszystko też sprawiło, że nie popatrzyłam nawet na opis. I tu niestety zwieszam głowę, przyjmuję na siebie połowę winy, idiotka ze mnie, że nie przeczytałam, bo coś by mi wtedy zaświtało. Ale są po prostu tacy autorzy, których biorę w ciemno, bez wahania, a informacja o wznowieniu powinna być przecież wyraźnie zaznaczona.
Szkoda, że dałam się zrobić w konia, ale mam nadzieję, że dzięki temu wpisowi uchronię przed tym samym choć jedną osobę. Nie wiem skąd się w ludziach biorą takie genialne pomysły, żeby tę samą książkę wydawać pod dwoma innymi tytułami. Teraz to Święta z Kardynałem wydane wcześniej jako Boże Narodzenie w Lost River, kilka lat temu Żona podróżnika w czasie została wydana jako Zaklęci w czasie. Nie wiem czy inne wydawnictwa też stosują takie działania, ja od dziś mam do Nowej Prozy wielki uraz, choć teraz już wiem, że wszystkie opisy będę czytać bardzo dokładnie.
Wiem, że ważny jest zarobek, ale może dobrze by było, gdyby to nie koniecznie były pieniądze zarobione na ludzkiej naiwności.
***
A gdyby ktoś jeszcze nie czytał Bożego Narodzenia w Lost River (cudowna książka, pełna ciepła, jak wszystkie autorstwa Flagg zresztą ;)), a miał ochotę na to nowe wydanie to wystawiłam je na allegro. Mam nadzieję, że uda mi się za te pieniądze kupić coś czego jednak nie miałam okazji jeszcze czytać.