Każda rodzina ma swoją historię. Najpiękniejsze jest to, że te historie są nakreślone na piasku, nie wykute w granicie. To cudowne – ponieważ możemy je zmieniać. Możemy uwolnić się od kłamstw i spojrzeć w oczy prawdzie. I żyć dalej.*
Diane Chamberlain rozpoczęła swą książką tak mocnym akcentem, że po przeczytaniu prologu nie sposób odłożyć jej na półkę, by nie dowiedzieć się co dalej. Bo cała akcja rozpoczyna się zabójstwem rodziców Mayi i Rebecki , wówczas jeszcze nastolatek, przerażonych, nie wiedzących co ich dalej czeka, zastanawiających się co zrobią jeśli los rozdzieli ich na zawsze. To świetnie nakreślona scena, pełna emocji, napięcia, pełna tego czego spodziewamy się od najlepszych kryminałów. Z tym, że sama książka kryminałem nie jest…
Mija kilkanaście lat, każda z sióstr ma ułożone po swojemu i na jakimś poziomie zadowalające życie. Obie zostają lekarkami. Maya zostaje pediatrą, żyje w szczęśliwym małżeństwie, a jedynym cieniem na jej idealnym życiu okazuje się niemożliwość utrzymania ciąży, co wkrótce okazuje się efektem błędu popełnionego w przeszłości. Rebecca spełnia się w ochotniczej służbie ratunkowej, pomagając ofiarom katastrof i przygotowując się na przejęcie stanowiska kierowniczego MMOR.
I tak żyłyby sobie obydwie, jedna spokojnie, druga mniej spokojnie, gdyby nie tragiczny bliźniaczy huragan, na miejsce którego udają się w trójkę, wraz z Adamem – mężem Mayi. Los sprawia, że Maya zostaje wysłana do pomocy przy transporcie rannych osób i ulega wypadkowi, który odmieni życie ich wszystkich.
Koniec końców Rebecca i Adam nie mają pojęcia czy ktoś owy wypadek przeżył, ekipa ratunkowa po znalezieniu zwłok pilotki i kolejnych pasażerów zaczyna tracić nie tylko nadzieje, ale i zapał do dalszych poszukiwań, Maya z dala od ludzkości, odnaleziona przez młodą parę i uwięziona na wyspie będzie szukała sposoby na kontakt z rodziną, a na jaw zaczną wychodzić wszystkie rodzinne tajemnice, tak skrzętnie skrywane od lat.
Chamberlain zestawiając ofiary huraganu, ranne, przerażone, skumulowane w ciasnych salkach, nie wiedzące co ze sobą zrobić z Mayą, odciętą od najbliższych oraz Adamem i Rebeccą zamartwiających się o siostrę i żonę, pokazuje, że choćby nie wiem co się działo na świecie nasza prywatna tragedia zawsze będzie ważniejsza i trudniejsza do zaakceptowania. Mogą diametralnie różnić się rozmiarem i skutkami, ale w każdym z nas jest taka odrobina egoizmu i choć na ogół myślimy, czasem w jakikolwiek sposób staramy się pomagać ludziom zupełnie nam obcym to zawsze na pierwszym miejscu staną nasi najbliżsi.
Za obydwiema bohaterkami ciągnie się widmo przeszłości, skupione głównie wokół zabójstwa ich rodziców. Każda z nich w jakiś sposób czuje się winna tej tragedii, każda z nich widzi w niej swój udział, każdej z nich jest na swój sposób ciężko i choć są dla siebie tak bliskie ciężko im o pewnych sprawach mówić. Oczywiście, życie staje się lepsze, gdy nie trzymamy wszystkiego w sobie, gdy z kimś w końcu podzielimy się tym co leży nam na sercu, tyle że kolejny raz okazuje się, że łatwiej jest podzielić się swoimi tajemnicami, skrywanymi czasem bardzo głęboko, z ludźmi zupełnie obcymi, czasem z takimi, których widzimy pierwszy raz w życiu, niż z osobą znającą nas od lat.
Styl Chamberlain porównywany jest do stylu Picoult. Ciężko mi to oceniać, bo jestem dopiero po lekturze jednej z książek każdej z nich, ale faktycznie widzę pewne podobieństwa. Chamberlain także prowadzi narracje z różnych punktów widzenia, skupiając się jednak tylko na dwóch osobach. Tak więc przez całą powieść raczy nas naprzemiennie rozdziałami poświęconymi Mayi i Rebecce, w dodatku co rusz zmieniając typ narracji, w przypadku Mayi jest ona pierwszo-, w przypadku Rebecci trzecioosobowa. Początkowo myślałam, że będzie mi to utrudniać odbiór, ale nie, choć mam wrażenie, że dzięki temu zabiegowi autorka bardziej stara się jednak skupić uwagę na młodszej siostrze.
Kolejnym podobieństwem między autorkami jest poruszanie dość trudnych tematów. W Kłamstwach mamy ich też całe mnóstwo: gwałt, aborcja, okłamywanie najbliższych, zabójstwo, skrywanie tajemnic, budzenie się uczucia, które nie powinno mieć prawa zaistnieć, życie na odludziu, strach przed śmiercią. Widać, że autorka nie boi się poruszać żadnej z kwestii. I dobrze, bo wbrew temu co można by przypuszczać nie czuć tu zbędnego przeładowania, za to lektura zyskuje w moich oczach ze względu na to, że nie nachalnie, ale jednak zmusza czytelnika do zastanowienia się co ja bym zrobił(a) w tej sytuacji?.
Chamberlain zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie, wprowadza napięcie tam gdzie powinno się ono znaleźć i sprawnie gra na emocjach czytelnika. Zakończenie co prawda odrobinę mnie rozczarowało, na tle całej powieści wypada bardzo blado, bo wszystko kończy się zbyt łatwo, zbyt szybko, i niestety, ale zbyt słodko. Miałam troszkę nadzieję, że autorka czymś mnie zaskoczy jeszcze na sam koniec. Co oczywiście nie zmienia faktu, że książkę polecam, z całego serca.
Recenzja opublikowana na kobieta20.pl
Diane Chamberlain, Kłamstwa, Warszawa, Wydawnictwo Prószyński i S-ka 2011.
*Tamże, s. 348