I co ja mogę napisać? Tak właśnie działa siła blogów. Rzadko sięgam po dramaty (wyjątkiem jest tu Schmitt, ale to raczej ze względu na to, że uwielbiam go jako autora i staram się czytać wszystko co napisze), pierwsza czytana przeze mnie książka Pagnola podobała mi się raczej umiarkowanie i to właśnie pozytywne recenzje pojawiające się tu i ówdzie skłoniły mnie w dużej mierze do sięgnięcie po Żonę piekarza. Dobra, zadziałała też trochę cudna okładka (jestem wzrokowcem, nic na to nie poradzę) i przedmowa z poprzedniej książki (o czym pisałam tu).
Fabuła jest już chyba większości z Was znana. Do małej prowansalskiej wioski wprowadza się piekarz z piękną żoną (naprawdę Piękną, nawet przez duże P, w całej wiosce nie znalazłby się mężczyzna, który miałby odmienne zdanie). Niestety, uroda w tym przypadku poważnie szkodzi, przynajmniej jeśli spojrzeć na postać piekarza, bo właśnie dzięki niej na piekarzową zwraca uwagę pasterz. A ta nie wahając się ani chwili postanawia z nim uciec. Dość naiwne, prawda?
No właśnie, ja też tak myślałam. I w gruncie rzeczy jest tak naiwnie przez cały utwór. Nagle wszelkie waśnie przestają być ważne, sąsiedzi skłóceni z dziada pradziada zaczynają żyć w cudownej zgodzie, a wszystko tylko po to, by odnaleźć piekarzową, sprowadzić ją do wioski i odzyskać chleb o cudownym smaku i zapachu, którego pieczenia zrozpaczony mąż odmówił. Tylko, że ta naiwność w tym przypadku jest tak cudownie urocza, że ja nie potrafię się nią nie zachwycić. Tym bardziej, że Pagnol tu i tam dorzuca jakieś mądrości, nie robiąc tego wcale na siłę, tak jak to czasem bywa.
Dodatkowo dramat poprzedza zaledwie kilkustronicowa opowiastka, pisana prozą, także o pewnym piekarzu i jego żonie, która posłużyła autorowi za wzór, impuls do stworzenia tego utworu. Opowiastka ta, choć złączona z głównym dramatem postaciami, jest zupełnie odmienna, ale w swojej odmienności także zachwyca.
Krótka to książeczka, nie zajmuje wiele czasu, ale zapewniam – sprawi, że wielokrotnie, mimowolnie uśmiechniecie się podczas czytania, zrobi Wam się błogo i ciepło na sercu, a końcowa rozmowa piekarza z kotką wywoła nieustający zachwyt i wzruszenie. Dokładnie tak było ze mną.
Marcel Pagnol, Żona piekarza, Kraków, Wydawnictwo Esprit 2010.