Nie jestem głupia, wiem, że uczucia mijają; że najpiękniejsze z nich zmieniają się w potworki. Czas jest dlań gorszy niż dla modelek – uczucia zwykle brzydko się starzeją. Jednak… Tamto nagłe olśnienie wciąż trwa przy mnie, mogę wiernie je przywołać.*
Kobieta. Kochanka, lesbijka, córka, matka, samobójczyni, ćpunka, wdowa. Kobieta tęskniąca, nieszczęśliwie zakochana, zgwałcona, nienawidząca swojego życia, chcąca wymazać przeszłość, przekonana o tym, że zasługuje na własne nieszczęście. Kobieta stojąca w miejscu, chcąca zmienić bieg wydarzeń, ale nie robiąca nic w tym kierunku. Taki obraz kobiety wyłania się z opowiadań Szolc. Opowiadań, co trzeba dodać, przepełnionych smutkiem, cierpieniem, nostalgią, tęsknotą i żalem.
Moim zdaniem na największą uwagę w tym zbiorze zasługuje Kochanka, opowiadanie w którym zazdrość miesza się z niepewnością. To opowiadanie snute przez kobietę, której dni obracają się wokół wiecznej, nieustającej tęsknoty. I wokół czekania. Czekania na powrót, na wiadomość, na telefon, na jakikolwiek znak. Szolc stanęła w nim na wysokości zadania z wielką skrupulatnością oddając wszelkie lęki i obawy kobiety, która w irracjonalny sposób czuje się zagrożona przez kochankę (kochanka?) ukochanej osoby.
No i Transs też zrobił na mnie wielkie wrażenie. Bo także wyszedł autorce świetnie. Chociaż może myślę tak tylko dlatego, że aż tak bardzo udało jej się mnie zaskoczyć. A jednak… ciężko w opowiadaniach o kobietach spodziewać się relacji mężczyzny. Czy też osoby, która żyje w zawieszeniu pomiędzy byciem biologicznie mężczyzną a umysłowo kobietą**.
Nie wszystkie teksty są jednak aż tak dobre. Przez niektóre ciężko mi się było w ogóle przebić. Momentami gubiłam się w sposobie myślenia autorki, nie nadążałam za nim albo najzwyczajniej w świecie nie dostrzegałam w nim żadnego sensu.
Swoją drogą, jeśli książka Szolc miałaby faktycznie być literacką esencją kobiecości* to zabrakło mi w niej kobiet szczęśliwych. Bo przecież takie też są, prawda? A może to ja żyje w jakimś innym świecie. W świecie gdzie spotyka się kobiety szczęśliwie zakochane, spełnione matki, córki kochające swych rodziców ponad wszystko, kobiety zadowolone ze swojej pracy. Ale w takim razie cieszę się, że w nim żyje. I że oprócz sfrustrowanych twarzy, obrażonych min, spojrzeń tęskniących niewiadomo za czym mogę na co dzień oglądać także pełne szczerości uśmiechy i oczy błyszczące z radości. Ja chcę widzieć taką kobietę.
Ocena: 4/6
Izabela Szolc, Naga, Liszki, Wydawnictwo AMEA 2010.
*Tamże, s. 20.
**Tamże, s. 134.
***Tamże, tekst z okładki.