Małe amerykańskie miasteczko jakich wiele. Zwykła, publiczna szkoła, jakich jeszcze więcej. W niej zaś cztery niewyróżniające się, za to zupełnie różne od siebie dziewczyny. Aż do znudzenia zwyczajne, z typowymi problemami nastolatek, obracającymi się wokół płci brzydszej, zakupów i imprez. Przynajmniej pozornie, gdyż pod płaszczykiem normalności kryją się dość niecodzienne moce. 

Jimena ma wizje dotyczące przyszłości, na które nijak nie może wpływać. Serena czyta w myślach, co raz: nie zawsze wychodzi jej na dobre, dwa: pozwala na zarobienie kilku groszy przez wróżenie z kart. Catty bezustannie zagina czas, skacząc to w przyszłość to w przeszłość ile wlezie. Vanessa zaś… no cóż, Vanessa teoretycznie ma dar niewidzialności, nad którym w praktyce nie do końca umie zapanować, pozwalając na całkowite rozproszenie się własnych cząsteczek, gdy najprzystojniejszy chłopak w szkole próbuje ją pocałować. Nad nimi wszystkimi stoi emerytowana nauczycielka Maggie, która stara się wpoić dziewczynom pewne zasady i nauczyć ich panowania nad swoimi umiejętnościami. Wszystko po to by w razie konieczności mogły stanąć do walki z Atroxem i jego Wyznawcami, pozbawiającymi niczego nieświadomych ludzi nadzieji.

W Bogini nocy autorka skupiła się przede wszystkim na postaci Vanessy, którą podczas bezksiężycowych nocy nieustannie ktoś śledzi. W zimnym ogniu to część skoncentrowana przede wszystkim na Serenie, którą ktoś bezwględnie pozbawia nie tylko jakichkolwiek wspomnień, ale i rodzących się w niej powoli uczuć.

Obydwie części niesamowicie wciągają. Świetnie wychodzi Ewing budowanie napięcia, dokładnie w chwilach, gdy najbardziej tego trzeba. Momenty grozy i niepewności niemal nie przestają towarzyszyć czytelnikowi i choć niewątpliwie Córki księżyca są powieścią dla młodzieży to i mnie, naprawdę ciężko się było od nich oderwać. Zwłaszcza gdy rozdziały kończyły się w takich momentach, że aż żal było nie dowiedzieć się co będzie dalej.

Zabiegiem zasługującym na wielki plus jest wprowadzenie do książki elementów mitycznych. Zarówno Bogini nocy, jak i W zimnym ogniu poprzedzają opowieści zaczerpnięta z mitologii greckiej. W pierwszym przypadku jest to mit o Selene i Endymionie, w drugim o Hekate. Obydwa udało się autorce bardzo zgrabnie wpleść w późniejszą całość rozgrywającej się akcji. 

To co podobało mi się w części pierwszej, to całkowite skupienie się na przyjaźni między dziewczynami. Przyjaźni tak mocnej, że gotowej na największe poświęcenia, z poświęceniem życia włącznie. Pierwsza miłość zakochanie, zauroczenie, zwał jak zwał, też się tu oczywiście pojawia, ale raczej w formie miłego dodatku aniżeli motywu przewodniego. W części drugiej to wszystko zaczęło jakoś kuleć. Przyjaźń częściowo schowała się w cień, wypuszczając na wierzch fascynację płcią przeciwną, a zwłaszcza jej wyglądem zewnętrznym, z całkowitym pominięciem cech osobowości. Co niestety nie wyszło książce na dobre i zmieniło trochę moje podejście do całości.

Recenzja napisana dla portalu LubimyCzytać.pl

Ocena: 4,5/6

Lynne Ewing, Córki księżyca: Bogini nocy, W zimnym ogniu, Warszawa,  Jaguar 2011.