Potrzebowałam książki lekkiej i przyjemnej. Nie pobudzającej do myślenia, nie wymagającej skupienia, ot takiej, do poczytania w tramwaju. Kilka takich książek na półce czeka, ale wybór padł na Nie zawrócę, głównie za sprawą jej niewielkiej objętości.
Laurę, główną bohaterkę, poznajemy w kluczowym momencie jej życia, którym jest rozstanie z mężem, spowodowane, jak łatwo się domyślić, pojawieniem się młodszej piękności. Spędzając pół życia na jego garnuszku pozostaje bez pracy, ważnych certyfikatów, mieszkania, a przede wszystkim środków do życia. Nic dziwnego, chciałoby się powiedzieć. Trzeba było przez te dwadzieścia lat wziąć się do roboty. No nic, może inne czasy, inne podejście do życia. W każdym razie, bohaterka postanawia wrócić do rodzinnego kraju, gdzie przyjaciele odwracają się do niej, ekhm… plecami. Łapiąc się różnych zajęć próbuje jakoś wiązać koniec z końcem, aż do momentu, gdy spotyka panią Marlenę, która znów zasiewa w niej ziarnko nadziei i chęci do życia.
I to właśnie pani Marlena okazała się głównym atutem tej powieści. To starsza zgryźliwa, pani, która skrywa tajemnice pewnej miłości. Miłości cudownej i takiej aż po grób, jakiej każdy chciałby w swoim życiu doświadczyć. Podobała mi się jej postawa, jej podejście do życia, a przede wszystkim to, że mimo popełnionych błędów, bo ciężko nazwać to inaczej, niczego w życiu nie żałowała. Szkoda, że to nie jej historia stała się głównym wątkiem powieści.
W przeciwieństwie do pani Marleny, Laura od samego początku budziła moją niechęć. Dla mnie to była po prostu próżna pięćdziesięcioletnia kobieta na siłę usiłująca przerobić się na gorącą dwudziestkę. A już mieszanie się w coraz to nowsze romanse doprowadzało mnie do szału. I to nie jest tak, że uważam, że kobieta pięćdziesięcioletnia już nie może. Może, ma tak samo jak każdy inny pełne prawo do szczęścia, do szukania swego miejsca w życiu. To po prostu Laura, jej zachowanie, jej osobowość, działała mi na nerwy, jak mało co.
Nie pasowały mi również dialogi, które wypadają drętwo i sztucznie. W dodatku denerwowało mnie nagromadzenie wielu wątków, z których większość została przedstawiona dość pobieżnie, jakby trzeba było po prostu zapełnić czymś kolejne dwie czy trzy strony. Szkoda, można by niektóre z nich odrzucić, a skupić się na innych. Rozbudować te lepsze, poprowadzić dalej, bo pomysłów autorka ma mnóstwo, a że niektóre z nich wypadają naprawdę świetnie to żałuję bardzo, że czasami aż tak szybko z nich rezygnowała.
Jednego na pewno nie można tej książce odmówić. Faktycznie jest miła, lekka i przyjemna, co prawda to też taka lektura na raz. Ale na odprężenie, odmóżdżenie czy jak to tam sobie nazywacie, nadaje się idealnie.
Ocena: 3,5/6
Jolanta Guse, Nie zawrócę, Warszawa, Prószyński i S-ka 2011.