Premiera 5. maja!
Czytając te książkę wciąż i wciąż myślałam o tym jak to było, gdy miałam te naście lat i tak bardzo zachwycałam się Pamiętnikiem księżniczki. To było coś. Uwielbiałam tę serię. W międzyczasie rówieśniczki zaczytywały się w Jeżycjadzie, do której ja za nic nie mogłam się przekonać pamiętając jak bardzo wymęczyła mnie Ida sierpniowa, która znalazła się w kanonie lektur. Pamiętam też taką serię 1-800 jeśli widziałeś – zadzwoń, o dziewczynie, którą poraził piorun.
Tyle, że jakoś nie potrafię sobie przypomnieć, by na rynku wydawniczym pojawiały się takie książki. Tak tajemnicze. Tak wciągające. Tak mroczne. Nie pamiętam i żałuję, bo pewnie byłabym nimi zachwycona.
Ari, główna bohaterka powieści, trafiła do domu dziecka w wieku czterech lat. Teraz ma siedemnaście i bez względu na konsekwencje pragnie się dowiedzieć wszystkiego o swojej przeszłości. Trafia do szpitala psychiatrycznego, w którym swego czasu leczono jej matkę, aż do czasu, gdy ta zdecydowała się na ostateczny krok i popełniła samobójstwo. Nie wiadomo dlaczego to zrobiła. Nie wiadomo też dlaczego w liście, który dziewczyna odczytuje po upływie trzynastu lat, główne przesłanie stanowi rada ucieczki i zapewnienie o tym, że kobiecie daleko jest do szaleństwa.
Jeszcze tego samego dnia Ari zostaje napadnięta przez tajemniczego napastnika usiłującego ją zabić. Chwilę później za sprawą rozwożącej pocztę Crank trafia do Nowego 2. Miasta odciętego od reszty świata. Miasta odmieńców. Miasta, którym rządzi Novum. Sześć rodzin składających się z wampirów, czarownic i półbogów potrafiących przybrać dowolną postać. Miasta, w którym Ari odkryje swoją przeszłość.
Z ciemnością jej do twarzy wciąga od pierwszej strony. Nie zliczę ile razy obiecywałam sobie, że to ostatni rozdział, że tylko jeszcze kilka kartek, że na pewno za chwilę ją odłożę. Nie da się. Po prostu się nie da, bo kończąc jeden rozdział koniecznie chce się wiedzieć co będzie w następnym. Przez całą książkę towarzyszy nam niesłabnące napięcie. Autorce, przenosząc nas piętnaście lat do przodu tworzy niesamowity klimat. Jest miasto, potencjalnie znane, ale jednak zupełnie inne. Jest tajemnica, jest odrobina grozy. Do tego są przyjaciele, gotowi na wszystko i oczywiście chłopak o zniewalającym spojrzeniu.
Szkoda tylko, że niektóre wątki zostały ledwo tknięte. Rozumiem jednak, że nie wszystko może zostać wyjaśnione już na początku cyklu. Cóż, pozostaje mi z niecierpliwością czekać na kolejny tom, licząc na to, że Keaton jeszcze bardziej rozwinie swe możliwości, bo przyznać trzeba, że ma kobieta potencjał.
I tak, można marudzić, że świat zalała fala wampirów, wiedźm, wilkołaków i innych dziwactw. Nie oszukujmy się, nastolatki lubią i chcą o tym czytać. I chcą to kupować. Kelly Keaton natomiast, dodając do paranormalnych stworzeń odrobinę greckiej mitologii trafia w dziesiątkę.
Ocena: 5/6
Kelly Keaton, Z ciemnością jej do twarzy, Kraków, Wydawnictwo Znak 2011.