Spokojne miejsce otoczone zielenią, przesiąknięte zapachem świeżych owoców. Miejsce, w którym wszyscy są dla siebie życzliwi, a czas płynie jakby nieco wolniej. Trudno uwierzyć, że jeszcze gdzieś można się na nie natknąć. A jednak, można. I natknął się na nie Peter Kerr, autor książki, zakochując się od pierwszego wejrzenia i postanawiając porzucić całe swoje dotychczasowe życie w zamian za tą obietnicę bezpiecznej przystani, a potem wydając książkę. Oklepane? Być może. Jednak w trakcie czytania możemy się przekonać, że Pomarańcze w śniegu to nie żadna mdła opowiastka o odnalezieniu wymarzonego domku gdzieś na krańcu świata to książka napisana z humorem, w której wali się coś za każdym razem gdy wydaje nam się, że gorzej już być nie może.

Kerrowie przenoszą się ze Szkocji na Majorkę nie wiedząc o hiszpańskich zwyczajach właściwie nic. Mało tego, operując językiem hiszpańskim na poziomie, powiedzmy, podstawowym, a do tego nabywając farmę, pełną pomarańczy, na których uprawie zupełnie się nie znają. Potem zaś jest już tylko gorzej.

Bojler, z którego ulatnia się gaz, pralka, która lata świetności ma już dawno za sobą, zatkany komin grożący pożarem, szyby, które wylatują podczas burzy i rura odpływowa, którą właściwie ciężko nazwać rurą odpływową to zaledwie niektóre z ich nieszczęść. Wśród nich wszystkich znajdzie się jednak też odrobina prawdziwego szczęścia, w postaci cudownych sąsiadów, zawsze chętnych i gotowych do pomocy. Największą sympatię we mnie wzbudził rzecz jasne stary Pep, zgryźliwy jak mało kto, ale przy tym jednocześnie tak bardzo uroczy, że naprawdę ciężko go nie polubić.

W książce mnóstwo, po prostu mnóstwo uwagi zostało poświęcone majorkańskim przysmakom, a ponieważ Kerr najwidoczniej za cel obrał sobie użycie jak największej liczby przymiotników przy ich opisywaniu to są one tak wyraziste, że czujemy ich niepowtarzalne zapachy, ostry, słodki, gorzki, czasem też kwaśny smak na języku i niemalże widzimy jak pięknie prezentują swe kolory na talerzach. Cóż, zdecydowanie nie jest to książka dla kogoś przebywającego obecnie na diecie, wszystkim innym natomiast z czystym sumieniem polecam tę krótką podróż w okolice Andratx, które jak się okazuje nie zawsze zalane jest słońcem. Mimo tego zapewniam, że będzie to podróż niezwykle ciepła, owocująca w masę zabawnych sytuacji, dzięki którym uśmiech ani na moment nie zejdzie Wam z twarzy.

Oficjalna strona autora.

Ocena: 5/6

Peter Kerr, Pomarańcze w śniegu. Pierwsza zima na Majorce, Warszawa, Carta Blanca 2010.