Bywają tematy, o których można czytać na okrągło, obejrzeć kilkanaście filmów, zobaczyć kilkadziesiąt reportaży, wysłuchać setek plotek, a i tak, dopóki problem nie dotknie nas bezpośrednio nasze pojęcie o nim będzie niewielkie. Do takich właśnie tematów należy adopcja i trudno byłoby nie zauważyć jak świetną pracę wykonała autorka książki Moje dziecko gdzieś na mnie czeka, przybliżając ten temat czytelnikowi choć w małej części.
Kolska przedstawia nam szereg aspektów prawnych związanych z adopcją. Wyjaśnia kto i na jakich zasadach może przyjąć dziecko pod swój dach i tu z lekkim niedowierzaniem przyjęłam do wiadomości przepis mówiący o tym, że prawo takie przysługuje osobie samotnej, ale parze pozostającej w związku nieformalnym już nie. Przywołując wypowiedzi specjalistów przestawia problemy, z którymi rodzice adopcyjni prędzej czy później będą musieli sobie poradzić. Wiele miejsca poświęca chociażby temu kiedy i w jaki sposób powiedzieć dziecku o tym, że jest adoptowane i czy o fakcie tym informować każdego, czy tylko osoby z najbliższego otoczenia. Przybliża też kilka, niektórym już pewnie znanych, faktów, które dla mnie okazały się ciekawostkami. Nie miałam na przykład pojęcia o tym, że istnieją tak zwane okna życia, w których zrozpaczona matka może całkowicie anonimowo pozostawić dziecko w dobrych rękach, pozbawiając je jednak jakiejkolwiek tożsamości, przeszłości i możliwości jej poznania. W książce znajdziemy również kilka stron poświęconych coraz częstszej formie adopcji jaką staje się tak zwana adopcja ze wskazaniem, polegająca na tym, że biologiczna matka sama wybiera przyszłych rodziców swojego dziecka. Tym jednak, co czytelników poruszy najbardziej są opowieści o prawdziwych wydarzeniach.
Autorka przytacza historię adoptowanej dziewczynki, dziś będącej już dorosłą kobietą, posiadającej własne potomstwo, której po prawie czterdziestu latach udało odnaleźć się biologiczną matkę. W książce przeczytamy również opowieść kobiety, która od zawsze marzyła o dziecku adoptowanym, tyle że wychowywanym obok dziecka biologicznego, którego nigdy niestety się nie doczekała. Chwila gdy dziecko adopcyjne, wcześniej tak nieufne, podchodzi z wyciągniętymi rączkami, by powiedzieć wiesz mamo, z Tobą to jest mi najlepiej*. Poruszająca jest również historia małżeństwa, które adoptując niemowlaka nie miało pojęcia o jego problemach zdrowotnych, było traktowane przez polskich lekarzy jak przewrażliwieni rodzice, spotkali się z odwróceniem rodziny, a mimo wszystko dali sobie radę, walcząc o szczęście i przede wszystkim życie dziecka, które jeszcze niedawno było zupełnie obcym dla nich człowiekiem. Poznamy również opowieść biologicznej matki, która musiała oddać dziecko, choć niczego nie pragnęła tak bardzo, jak zatrzymania go przy sobie. Takie wydarzenia nie mają swojego terminu ważności, one nigdy nie przestaną wzruszać.
Bardzo podobało mi się, że przy poruszeniu naprawdę wielu aspektów, przedstawieniu wielu historii, sama autorka stoi jakby z boku. Sumiennie zarysowuje nam każde z zagadnień przedstawiając wszystkie za i przeciw, nie oceniając ich jednak, nie narzucając własnego zdania. I choć takie podejście może wydać się dość suche, to jednak właśnie ono pozwala czytelnikowi powoli wyrabiać własne poglądy według których coś zaakceptuje z pokorą, nad czymś innym pokręci głową z niedowierzaniem, ale zrobi to wszystko według własnego sumienia, nie dlatego, że coś zostało mu narzucone.
Smutna okazała się prognoza, którą Kolska przedstawia nam niemalże na samym końcu, a według której coraz więcej par będzie miało problem z posiadaniem własnego, biologicznego potomstwa. Mimo wszelkich blasków adopcji życzyłabym sobie, by okazała się jednak prognozą nieprawdziwą, bo przecież można wychowywać dziecko adopcyjne obok tego biologicznego, co udowodnili również bohaterowie książki.
Ocena: 4,5/6
Recenzja opublikowana na kobieta20.pl
Katarzyna Kolska, Moje dziecko gdzieś na mnie czeka: opowieści o adopcjach, Kraków, Znak 2011.
*Tamże, s. 18