
Czasem powodzenie w życiu zależy od drobnostki. Od jednego spotkania, właściwej decyzji, łutu szczęścia…*
Siedzę przed tym komputerem i siedzę i już któryś dzień z kolei zastanawiam się co o książce Musso mogłabym napisać. Od czego właściwie zacząć. I jasne, że najłatwiej byłoby zacząć od początku. Tyle, że nie potrafię tu tego początku wyznaczyć. Nie wiem czy wydarzenia opisywane w tej książce zaczęły się właściwie od spotkania trójki bohaterów w samolocie, czy może od dzieciństwa Connora i Marka i ich niezwykłej przyjaźni. A może należałoby zacząć od porwania Layli, pięcioletniej dziewczynki, najjaśniejszego światełka dla dwójki rodziców, która nie wie co po tym wydarzeniu ze sobą począć. Tak jak we własnym życiu nie umiem wyznaczyć tego jednego punktu od którego zaczyna się cała lawina różnych zdarzeń tak i w przypadku tej książki nie umiem określić od czego się zaczęło. Tak samo jak nie umiem określić głównej postaci, albo chociaż pary postaci, bo każda z nich jest równie ważna, ma równie wielki wpływ na rozwój wydarzeń, a to jak ich losy idealnie w pewnym momencie się łączą zdaje się tylko to co tu teraz piszę potwierdzać.
Mamy więc Alyson uzależnioną od wszystkich możliwych używek córeczkę bogatego tatusia, która jednak nosi w sobie piętno przeszłości, a jej nałogi nie są tylko wynikiem dużego majątku i braku pomysłu na co je wydać, ale raczej ucieczki od strasznego czynu, którego się dopuściła. Mamy również Evie, młodą dziewczynę, która zbyt wcześnie straciła matkę i może ta strata byłaby choć trochę mniej bolesna, gdyby nie fakt, że nie zdążyła się z nią nawet pożegnać, a przez błąd innego człowieka i zamęt, który wywołał nie zdołała nawet uwierzyć w jedne z jej ostatnich słów. Teraz szuka zemsty. Każda z tych kobiet w pewnym momencie swojego życia spotyka Connora, wziętego psychologa, który również samotnie każdego dnia stara się pokonać demony z przeszłości, pojawiające się już nie tylko w snach. Wreszcie mamy małżeństwo, przyjaźniące się z Connorem, którego córeczka zniknęła podczas zakupów i którego drogi od tego tragicznego wydarzenia się rozeszły. Nicola, jako skrzypaczka rzuciła się w wir koncertów. Mark zaszył się w podziemiach jako człowiek bezdomny. Ich drogi łączą się ponownie po jednym z koncertów, gdy Nicole zostaje zaatakowana nożem. Kilka dni później, po pięciu latach nieobecności, dokładnie tego samego dnia i dokładnie w tym samym miejscu odnajduje się ich córeczka – dziesięcioletnia, urocza Layla.
Nie pamiętam już kiedy ostatnio czytałabym cokolwiek do późna w nocy, a Musso sprawił, że autentycznie zapomniałam o wszystkim wkoło i nawet nie zwracałam uwagi na godzinę dopóki nie przewróciłam ostatniej strony. Spodziewałam się jakiejś łzawej, miłosnej historii, nie wiem czemu mi się to ubzdurało, w każdym razie autor totalnie mnie zaskoczył i z chęcią przygarnęłabym wszystkie jego pozostałe książki. Cała historia bardzo mnie wciągnęła, mimo ciągłego przeplatania wątków nie było momentu w którym mogłabym się jakoś pogubić, połączenie tych wszystkich opowieści zgrabne wyjaśnienie wszystkich zależności między nimi szalenie mi się podobało. Niestety jednak przyczepię się do zakończenia. Liczyłam na więcej magii, z której w końcu Musso słynie, rozwiązanie które wybrał było dla mnie zbyt realistyczne, zbyt prawdopodobnie. Nie wiem czy rzeczy o których pisał są stosowane, ale jestem pewna, że w przyszłości mogą być. W końcu przez całą książkę liczyłam na to zakończenie, które mnie zachwyci, porwie na całego, więc to co dostałam było dla mnie zbyt proste, jednakże wątek Evie i Connora podciąga moją ostateczną ocenę do góry, bo wzruszył mnie bardzo.
Ocena: 5/6
Guillaume Musso, Ponieważ Cię kocham, Warszawa, Albatros, 2009.
*Tamże, s. 294