Nie znam Czech, nigdy nie byłam gdzieś tam w ich „głębi”, czasem tylko przy granicy na szybkie zakupki w postaci tańszych niż u nas słodyczy czy alkoholu. Nigdy nie miałam przyjemności spróbować tak osławionych przecież czeskich knedlików. Literatury czeskiej nie czytam, jedyne co przychodzi mi w tym momencie do głowy to Czas Czerwonych Gór Petry Hůlovej i nieszczęsna Nieznośna lekkość bytu Kundery, która wszystkich zachwyca, a przez którą ja, mimo nie tak znowu dużej objętości nie mogłam po prostu przebrnąć. Audiobooka Obsługiwałem angielskiego króla Hrabala próbowałam kiedyś słuchać, próbowałam też oglądać film nakręcony na podstawie tej książki. Nic z tego, wszystkie próby spełzły na niczym. Gdyby nie zwykła pomyłka pewnie nigdy też nie sięgnęłabym po Zrób sobie raj Szczygła, książkę choć polską to jednak w stu procentach czeską.

Jednak pomyłka nastąpiła, książka znalazła się u mnie w domu a Szczygieł posadził mnie w fotelu i niemal z blaskiem w oczach powiedział opowiem Ci o Czechach, kraju, któremu oddałem całe serce. I zaczął opowiadać o czeskich pisarzach, a wśród nich o Egonie Bondym i Halinie Pawlowskiej (cóż to za wspaniała kobieta!). I o fotografie Janie Saudku i rzeźbiarzu Davidzie Cernym, a na zdjęciach pokazał nie tylko ich twórczość, ale i ich samych. Czasem nawet pozwolił mi tych ludzi posłuchać, we własnej osobie, wtrącając tylko od czasu do czasu krótki komentarz.

Opowiedział mi również co nieco o samej historii Czech, jak i o tym, że nasi sąsiedzi, nas Polaków, wcale nie muszę lubić, bo i nie mają ku temu wielkich powodów. Najwięcej zaś powiedział mi o ich religijności albo może raczej jej braku, i o jakże luzackim, a przez to bardzo mi się podobającym podejściu do Boga, pogrzebów i spraw wiary w ogóle.

Istną wisienką na torcie zaś okazał się widok z jego praskiego okna, przed którym sama chętnie spędziłabym cały dzień, najlepiej jeszcze z wspomnianym w książce kotem-gejem na kolanach, choć może przez swoją orientacje, on wcale na moich kolanach nie chciałby leżeć. Nieważne. Ważne jest natomiast to, że Szczygieł napisał interesującą książkę na zupełnie nieinteresujący mnie temat, robiąc to w sposób zabawny, bo jak i inaczej pisać o Czechach. Nie rozpływam się jednak w zachwytach, nie szukam już, teraz, w tej chwili, z wypiekami na twarzy jego poprzednich książek. Choć jeśli któraś z nich znów sama wpadnie mi w ręce to na pewno z wielką przyjemnością ją przeczytam.

Ocena: 4/6

Strona autora.

Mariusz Szczygieł, Zrób sobie raj, Wołowiec, Wydawnictwo Czarne, 2010.

***

Podsumowań nie będzie, bo po pierwsze nie lubię, a po drugie jestem zbyt leniwa ;). W każdym razie wszystkim, którzy tu zaglądają życzę dobrej zabawy dziś wieczorem i dużo, dużo szczęścia w tym nadchodzącym Nowym Roku. Żeby Wam się wiodło i żebyście dotrzymali noworocznych postanowień, o!