Czy biedny kelner może wziąć udział w teleturnieju, odpowiedzieć poprawnie na dwanaście pytań, wygrać miliard i spokojnie odejść z tą właśnie sumą? Nie, nie może. Bo po pierwsze twórcy programu tego nie przewidzieli, nie mają więc jak mu zapłacić, pierwszą wygraną zaplanowali sobie dopiero na ośmy miesiąc trwania programu. Druga sprawa, że biedny kelner zazwyczaj równa się tępemu chłopakowi, który przecież nie miał prawa znać odpowiedzi na zadane pytania, skoro nie wie nawet jak nazywa się chociażby stolica Francji. Co znaczy, że na pewno oszukiwał, a jeśli nie chce się do tego przyznać po dobroci to oświadczenie takie należy wyciągnąć z niego siłą, biciem i torturami.

Z opresji chłopaka ratuje młoda adwokatka, która ma zamiar go bronić pod warunkiem, że Ram Mohammad Thomas opowie jej jak to było naprawdę. Więc opowiada, o właściwie całym swoim życiu, które bezpośrednio łączy się z jego wiedzą na temat pytań zadanych podczas teleturnieju.

Tak więc przybliża nam chociażby postać sąsiada – astronoma, dzięki któremu wiedział, która planeta układu słonecznego jest najmniejsza, nauczyciela śpiewu uczącego go utworów Surdasa, niewidomego poety wyznającego Krysznę, czy pracodawczyni – aktorki, będącej niegdyś Królową Tragedii. Ukazuje nam również obraz współczesnych Indii, od tej najgorszej zresztą strony, czyli jako kraj pełen brudu, smrodu i ubóstwa. Szkoda, bo może i nigdy nie kojarzyłam sobie tego obszaru z jakimś wielkim bogactwem, ale z pięknymi widokami i feerią barw i owszem, teraz ten mój obraz jakoś mi tak zszarzał.

Chciałabym napisać, że to dobra książka, że przyjemnie się czytało, bo zarówno początek, jak i koniec są naprawdę interesujące. Tyle, że środek kuleje strasznie. Jest nudno, rozwlekle i jakoś w ogóle traci się ochotę na poznanie histori Thomasa do końca. Aż chciałoby się wyciąć tych kilka środkowych pytań i z dwunastu zrobić na przykłąd sześć, bo przy dwunastu życie Thomasa wydaje się zupełnie nieprawdopodobne, przynajmniej biorąc pod uwagę jego młody wiek. Może gdyby żył jeszcze raz tyle to łatwiej byłoby czytelnikowi uwierzyć w to wszystko, co autor próbował nam wcisnąć.

Książki jakoś szczególnie nie polecam, ale też nie odradzam absolutnie, mało tego jeśli już zaczniecie czytać nie zrażajcie się środkiem i dobrnijcie do końca, bo to właśnie przy końcowych pytaniach wszystko się na dobrze rozkręca i ładnie łączy. Bo to naprawdę ciekawa historia, tyle tylko, że wolałabym by Kto wygra miliard? miał mniej pytań.

Ocena: 3,5/6

Vikas Swarup, Kto wygra miliard?, Warszawa, Prószyński i Sk-a, 2006.