W życiu można oiągnąć różne rzeczy, dojść do sławy, bogactwa, mieć wszelkie powodzenie, ale najtrudniej być po prostu człowiekiem.*
Jeżeli całość rosyjskiej fantastyki prezentuje się tak jak Rzecz o zbłąkanej duszy to właśnie dzięki tej pozycji zdobyła ona swojego kolejnego, wiernego fana. Bo ta książka jest naprawdę świetna, pełna humoru i już nie mogę się doczekać spotkania ze Spadkobiercą Zakonu, czyli drugą książką Siergieja Sadowa.
Ezergil wywodzi się ze znakomitego rodu szanujących się diabłów. Ale niestety w każdej rodzinie zdarzyć się musi ta nieszczęsna „czarna owca”, którą w tym przypadku jest Monterrey, wujek Ezergila i jednocześnie jeden z najlepszych aniołów, jakich można znaleźć w raju. To właśnie on, prawie w ostatniej chwili, znajduje bratankowi zadanie na letnie praktyki, który ten musi odbyć, aby znaleźć się w następnej klasie. Zdziwieni? Ja też byłam zdziwiona, czytając o tym, że zarówno diabły, jak i anioły muszą ukończyć kilka klas szkoły, aby móc chociażby posługiwać się ogonem, w pierwszym przypadku, czy skrzydłami w drugim.
Tak więc Ezergil za sprawą wujka i tęskniącej za ukochanym synkiem zbłąkanej duszy, a także ojca – pijaka tegoż synka, w ramach letnich praktyk zmuszony jest udać się nie tylko do raju, ale i na ziemię, gdzie w zaliczeniu praktyk zmuszony będzie współpracować z Aloną – aniołem, wysłanym tu także w celu zaliczenia praktyk. A że trójkowy, a przy tym dość bezczelny i potrafiący walczyć o swoje anioł i diabeł – kujon mający od czasu do czasu prawdziwe wyrzuty sumienia są dość niezwykłymi osobowościami samymi w sobie,
wyobraźcie sobie co może wyjść z połączenia ich niemal w jedność. Do tego dodajmy jeszcze nierozgarniętego klasowego kolegę próbującego za wszelką cenę przeszkodzić Ezergilowi w zadaniu i ludzi, wcale nielepszych od aniołów, a często gorszych od diabłów.
Nawet we mnie, diable, serce ścisnęło się od tych słów, ale ojciec Aloszy nie był czartem, był człowiekiem, zatem jego serce pozostało niewzruszone**.
Mamy więc już idealną mieszankę wybuchową potrafiąca zająć człowieka na kilka(naście) godzin. Do tego dochodzi niesamowite poczucie humoru, bo dzięki co niektórym, a właściwie dzięki większości odzywek Ezergila uśmiałam się jak głupia. Ale to nie tylko książka do śmiechu, bo od czasu do czasu może nam się zakręcić łezka w oku, w końcu ludzkie życie to nie sama rozrywka. Dodatkowo też Sadow zmusza nas w pewien sposób do zastanowienia się nad własnym życiem, człowieczeństwem i tym co czeka na nas po drugiej stronie. Co się tyczy tego ostatniego, mnie jego teorie bardzo się podobają.
Nawet najbardziej niewierzący z nas w głębi duszy wierzy, że tam, poza granicą, mimo wszystko coś jest…***
Podsumowując, zazdroszczę autorowi niesamowitej wyobraźni i masy świetnych pomysłów. Napisać książkę, która liczy sobie prawie osiemset stron, a każda z nich przynosi coś nowego, przy czym czytelnik nie czuje się ani trochę znudzony, wręcz przeciwnie, mknie przez kolejne rozdziały, zatrzymując się na trochę przy ostatnich, bo szkoda, że to już koniec, to naprawdę nie lada sztuka.
Ocena: 5/6
Siergiej Sadow, Rzecz o zbłąkanej duszy t. 1 i 2, Lublin, Fabryka Słów, 2008.
* t. 2, s. 206.
** t. 1, s. 176
*** t. 2, s. 241