Martwi leżą dosłownie wszędzie. Nigdy nad tym nie myślałam, ale właściwie to całkiem prawdziwe stwierdzenie, nie można przeczyć, a co gorsza, gdy zaczęłam się nad tym zastanawiać stało się to dużo bardziej przerażające niż wydawać by się mogło na początku.
Od kiedy Harper w dzieciństwie została trafiona przez piorun cierpi na notoryczne bóle głowy i nogi, często nie potrafi zapanować nad drżeniem rąk, a podczas burzy wyłącza telefon i, o ile ma taką możliwość, stara się nie wychodzić z domu. Po wypadku zostały jej na ciele także dwie blizny i niezwykła zdolność odnajdywania zmarłych. Wyczuwa ich szóstym zmysłem. Wie gdzie leżą i potrafi opisać ostatnie chwile ich życia. Zdaje sobie sprawę z tego co czuli, czego się bali, jak zginęli. Wraz ze swym starszym, przyrodnim bratem, Tolliverem, pomagają odnjdować zaginione zwłoki. Oczywiście wcale nie za małe pieniądze.
W pierwszej części cyklu Harper z bratem zostają sprowadzeni do Sarne, gdzie pół roku wcześniej zginął bratanek szaryfa, Dell. Wszyscy zgodnie twierdzą, że było to samobójstwo, ale Harper od początku coś nie gra. Dostaje ona zadanie odnalezienia Teenie Hopkins, dziewczyny, która tego dnia towarzyszyła Dellowi. Jak się okazuje obydwoje zginęli od kul, a sprawy komplikują się, gdy ginie również matka Teenie, a Harper z bratem zostają głównymi podejrzanymi i chąc, czy nie chcąc, zmuszeni są do pozostania w Sarne, które wcale nie jest dla nich przyjaznym miejscem.
Przyjemnie się tę książkę czytało i cieszę się, że nie na jej jednej kończą się przygody Harper i Tollivera. Wciągająca akcja, zabawne dialogi, wywołujący sympatię bohaterowie to właśnie to co lubię. Fakt faktem zakończenie jest dość przewidywalne i można się go domyślić po mniej więcej połowie, ale co z tego? W tej chwili najbardziej właśnie potrzebowałam rozrywki, której Harris niewątpliwie mi dostarczyła.
Ocena: 5/6
Charlaine Harris, Grobowy zmysł, Lublin, Fabryka Słów, 2008.