Wróciliśmy. Aż nie chce mi się wierzyć, że znów jesteśmy we Wrocławiu, że te dwa tygodnie minęły tak szybko. A tak chciałoby się tam zostać i cieszyć szumem morza, gorącym piaskiem, piękną pogodą, która przez drugi tydzień nam dopisywała. Oczywiście staraliśmy się nie leżeć całymi dniami plackiem, a w ramach zwiedzania popłynęliśmy do Gdańska, gdzie załapaliśmy się na Jarmark Dominikański, a stamtąd na Westerplatte. Na samym Helu natomiast odwiedziliśmy Muzem Obrony Wybrzeża i oczywiście fokarium, z którego M. musiał wyciągać mnie siłą, bo przyczepiłam się do barierki i jak dziecko powiedziałam, że nie pójdę! Na niewiele ponad czteromiesięczną Kasię mogłabym patrzeć godzinami, na starsze foczki zresztą też. Zapragnęłam studiować oceanografię, wierzcie mi 😉
Żeby jednak nie było tak kolorowo, powiem, że mieliśmy straszne problemy ze znalezieniem noclegu, a gdy jedna z pań zażyczyła sobie 75 zł za osobę, za pokój, w którym nie było nawet łazienki musiałam szybko łapać za szczękę, co bym nie musiała jej później zbierać z podłoża. Skończyło się na tym, że zakupiliśmy namiot i to właśnie w nim spędzaliśmy noce, na szczęście jeszcze ciepłe o tej porze roku ;).
Teraz próbuję się doprowadzić do jakiegokolwiek stanu używalności i ogarnąć te wszystkie nowe recenzje na Waszych blogach, bo szczerze mówiąc, gdy po powrocie zobaczyłam ponad 800 nowych notek w moim czytniku to trochę się przeraziłam. Tak więc czytam i czytam. A jeśli już o czytaniu mowa to choć zabrałam ze sobą dwie książki, z obawą, że może zabraknie mi czegoś do czytania, nie przeczytałam niczego w całości. Nie lubię czytać na plaży, gdy słońce odbija mi się od stron, więc na tę czynność poświęcałam te krótkie chwile z samego rana, gdy M. jeszcze spał. Potem nie było czasu 😉 Jednak Cukiernię pod Amorem powoli, powoli kończę i niedługo pewnie się tu coś na jej temat pojawi. Póki co powiem tylko, że i mnie oczarowała, co właściwie było do przewidzenia.
Przy okazji w końcu oficjalnie przystępuję do dwóch wyzwań. Pierwsze z nich potrwa do 30. listopada, mam nadzieję, że nie skończy się dla mnie tak jak Nagrody Literackie i zdąże przeczytać wymaganą ilość książek. Co do książek islandzkich i finlandzkich to przyznam, że mam mały problem, bo na moich półkach takich brak. Jeśli chodzi o Szwecję, Norwegię i Danię lektury z tych krajów czekają już grzecznie na swoją kolej.
O drugim wyzwaniu zrobiło się ostatnio głośno, więc chyba wszyscy będą wiedzieć, że chodzi o Rosję w literaturze. Moje doświadczenie z literaturą rosyjską jest raczej niewielkie i ogranicza się w zasadzie do klasyki. Lolita, Zbrodnia czy kara czy Oddział chorych na raka to pierwsze co mi przychodzi do głowy i choć kojarzy się wszystkim z książkami dobrymi to jednak jak dla mnie trochę zbyt ciężkimi. Nie przypominam sobie za to, żebym czytała coś ze współczesnej literatury rosyjskiej, dlatego w tym wyzwaniu właśnie na tym chciałabym się skupić. Moje półki pod tym względem wyglądają marnie, ale póki co planuję na pewno zapoznanie się z „Białe na czarnym” Rubena Gallego. Chciałabym też koniecznie przeczytać którąś z książek Marininy, na którą padnie zależy od zasobów biblioteki.