Pierwsze spotkanie z Hołownią nie należało co prawda do najgorszych, ale szczerze mówiąc niewiele z niego pamiętam, zresztą już podczas czytania poszczególne informacje szybko mi wyparowywały, religia nie jest zdecydowanie dziedziną, o której mogłabym czytać z zapartym tchem. Za to spotkanie drugie było niesamowite i aż żałuję, że takie krótkie. Choć może to i lepiej, że długość jest jaka jest bo Ludzie na walizkach dostarczyli mi tylu wzruszeń, że nie wiem czy więcej byłabym w stanie znieść.

Książka ta stanowi zbiór wywiadów publikowanych wcześniej na łamach Rzeczpospolitej i Newsweek Polska. Wywiady z ludźmi, którzy na codzień zmagają się z cierpieniem, chorobą, śmiercią. Tak więc mamy tu chłopaka, który w wyniku nieszczęśliwego wypadku został sparaliżowany i być może nigdy nie będzie już w stanie stanąc na własnych nogach, człowieka u którego kilkanaście lat temu wykryto raka, mężczyznę, który z powodu zaniedbania lekarzy stracił żonę, rodziców, którzy zmuszeni są codziennie patrzeć na niepełnosprawność dziecka, za które oddaliby przecież własne życie czy też mężczyznę, który stracił córkę, a więc osobę, która stanowiła cały jego świat. Hołownia rozmawia także z lekarzami na tematy bólu, decydowaniu o śmierci czy życiu wcześniaków, śmierci mózgowej, podejmowaniu szybkich decyzji od których zależy ludzkie życie.

I może dobrze, że tym razem Hołownia pozwolił mówić swoim rozmówcom, sam tylko od czasu do czasu wtrącając krótkie pytania czy uwagi. Wiem z pewnością, że o ile Tabletek z krzyżykiem pamiętam niewiele, jeśli coś w ogóle, o tyle Ludzi na walizkach zapamiętam na bardzo długo. Lektura ta zmusza do spojrzenia na swoje życie pod zupełnie innym kątem i docenienia tego co się ma. I wzrusza, bardzo wzrusza. Polecam, bo to wywiady naprawdę warte poświęcenia kilku chwil.

Ocena: 6/6

Szymon Hołownia, Ludzie na walizkach, Kraków, Znak, 2008.