Ogólna teoria jesieni / Tomasz Sobieraj. – [Łódź]: Editions sur Ner, 2010. – 93 s. ; 21 cm. – ISBN 978-83-928664-1-1
Zawsze ciężko jest mi coś napisać i ocenić książk dosłownie chwilę po przeczytaniu ostatniej strony, ale w tym przypadku chyba muszę, bo obawiam się, że jeśli nie napiszę nic w tej chwili to potem nie napiszę już zupełnie nic, bo zapomnę. Niestety, książka nie wywołała we mnie żadnych emocji, może poza odrobinką złości, że zaczęło się tak cudownie, poetycko i magicznie, a potem było już tylko gorzej.
Tak, początek mnie zachwycił. Nie lubię jesieni, nienawidzę, kojarzy mi się z wiecznym deszczem, zimem i pluchą, ale mogłabym ją pokochać, miłością szczerą i wieczną, gdyby wyglądała tak jak w Ogólnej teorii jesieni, z której emanowała wszelkimi ciepłymi kolorami, w którym była rozluźnieniem po męczącym lecie i chwilą na złapanie oddechu przed srogą zimą. W którym była wszystkim czego człowiek potrzebował do pełni szczęścia. I tu się zachwyty kończą, a zaczyna się życie naszego bohatera, które poznajemy od samego dnia urodzin, towarzysząc mu w wędrówkach przez liczne kraje, aż do tego, w którym widziano go po raz ostatni. Mamy tu liczne odniesienia do filozofii, sztuki, historii i momentami miałam wrażenie, że chyba troszkę za dużo tego na jedną, krótką przecież, książkę i niestety niekoniecznie byłam w stanie złapać sens.
Jak w posłowiu napisał Zygmunt Herman: Przeciętny współczesny czytelnik, przyzwyczajony do zadomowionego w literaturze potocznego języka, licznych dialogów i depresyjnej (lub dla odmiany przepięknej albo magicznej) rzeczywistości, do tego obarczony garbem fatalnej szkolnej edukacji i zindoktrynowany przez media, może nie poradzić sobie z literatura na poły filozoficzną, do tego emanujacą literacką kulturą, erudycją i wyobraźnią. I nie zostaje mi nic innego jak tylko się z tym zgodzić, niestety jestem zwykłym, przeciętnym, niedoświadczonym czytelnikiem i pozostanę przy miłości do książek napisanych prostym językiem, ale wnoszących coś w moje życie. Nic mi daje przeczytanie czegoś, w czym sama muszę się doszukiwać jakiegokolwiek sensu i znaczenia, nie dostając w dodatku najmniejszych wskazówek, a nie znajdując go zmuszona jestem odłożyć książkę na bok i zapomnieć o niej, mimo, że mogła, że miała coś w te szare dni wnieść.
Ocena: 3/6