Tato, gdzie jedziemy? / Jean-Louis Fournier ; przeł. z franc. Bożena Sęk. – Katowice : Wydaw. Książnica, 2010. – 174, [2] s. ; 20 cm. – ISBN 978-83-245-7806-1
Czasem jest po prostu tak, że widzimy pewną książkę pierwszy raz i wiemy, że to właśnie ta, że właśnie ją chcemy przeczytać. Przyciąga nas okładka, tytuł, cokolwiek i nie możemy sobie wybaczyć, że wychodzimy z księgarni bez niej w ręce. Dla mnie taką książką była właśnie „Tato, gdzie jedziemy”. I doprawdy nie wiem co zwróciło moją uwagę, bo zarówno okładka, jak i tytuł niczym się nie wyróżniają. Wręcz przeciwnie, są proste, są zupełnie przeciętne, są takie same jak wiele innych. A jednak wiedziałam, że muszę ją kupić, muszę przeczytać.
„Tato, gdzie jedziemy?” należy też zdecydowanie do kategorii książek, które zachwycają już przy pierwszej stronie, a właściwie przy pierwszym zdaniu, słowie. I nie, nie jest napisana w sposób nadzwyczaj piękny, autor nie używa poetyckiego języka, wręcz przeciwnie piszę w sposób tak prosty, że prościej już chyba nie można. A mimo to, mimo całej prostoty jest w książce Fourniera jakąś swego rodzaju poezja, jakaś muzyka, jakaś magia. Przedstawia on swoich dwóch synów. Mówi nam: to jest Mathieu, a to jest Thomas, obaj ciężko upośledzeni. Trudno w to uwierzyć, prawda? Trudno, bo w życiu każdego z nas zdarzają się chwile kiedy człowiek myśli, że już gorzej być nie może, że teraz będzie już tylko z górki, że będzie coraz lepiej. I po narodzeniu Mathieu Fournier też tak właśnie myślał, a potem urodził się Thomas, drugie dziecko, które sprawiało wrażenie normalnego niemowlaka, lecz po diagnozie lekarzy świat zawalił się po raz drugi.
I choć zdawać by się mogło, że to beznadziejne smutna książka i że obraca się wokół użalań autora na to jak ciężkie jest życie z takimi dziećmi, to wcale tak nie jest. Książka jest pełna optymizmu i pełna humoru, bo właśnie tak Fournier postanowił reagować na nieszczęście. Śmiać się mu prosto w twarz. I my, czytając książkę, śmiejemy się razem z nim. Jeśli normalne dziecko zrobi coś głupiego to ludzie śmieją się i klaszczą w ręce, więc czemu odbieramy ten przywilej dzieciom upośledzonym? Przecież one też mają prawo do tego, żeby śmieszyć, do tego, żeby dawać ludziom radość. Tak więc, za przykładem Foruniera, nie powinniśmy rezygowaćy z uśmiechu, gdy widzimy człowieka niepełnosprawnego, on przecież też, może nawet bardziej niż inni, potrzebuje odrobiny ludzkiego ciepła.
Książkę bardzo polecam, nie zajmie wiele czasu, za to może dużo wnieść do naszego życia.
Ocena: 5,5/6