Długa Berta [kronika namiętności ironiczna meterologiczna i bardzo mało logiczna] / Cuca Canals ; przeł. Joanna Skórnicka. – Warszawa : Muza SA, 2003. – 165, [3] s. : il. ; 21 cm. – ISBN 83-7319-335-9

Każda dziewczynka lubi bajki, nikt mi nie wmówi, że jest inaczej. Zresztą wskazałabym z pewnością, bez  żadnego trudu przynajmniej jedną dojrzałą kobietę, która nadal marzy, że zjawi się książe na białym koniu. Uwielbiamy baśnie, pragniemy w nie wierzyć. Tylko co się dzieje gdy zamiast szczęśliwego zakończenia, zamiast białej sukni i księcia przy boku księżniczka zostaję pozbawiona rodziców i przyjaciół?

No właśnie, taką bajką jest w pewnością „Długa Berta”, z tym, że zamiast księżniczki mamy zwykłą, może nie do końca, ale narazie nie o tym, dziewczynę z miasteczka o poetycko brzmiącej nazwie Navidad czy też różowej wioski, której patronką jest Różowa Najświętsza Panienka. Berta urodziła się podczas tęczy, co dla mieszkańców miasteczka miało zwiastować jakiś cud, szczególny dar, który otrzymają od niebios, dziecko urodzone podczas tęczy powinno być wyjątkowe czy to pod względem wyglądu czy też posiadanych talentów. I fakt, Berta jest wyjątkowa. Tyle, że nikt nie spodziewał się takiego cudu, i w ogóle co to za cud, żeby kobieta była tak długa, to raczej wstyd, i faktycznie dla Berty bycie tak długą to prawie jak koniec świata, aż do momentu gdy w wiosce pojawia się ten piękny „książe”, który jest jeszcze dłuższy od niej. Tyle, że tu sprawa całkowicie się komplikuje, bo jak Romeo i Julia pochodzili z dwóch skłóconych ze sobą rodów, tak Berta i Jonasz pochodzą z rywalizujących ze sobą od zawsze wiosek. A miłość czasami nie wszystko jednak potrafi pokonać.

Prócz zakochanej pary mamy w książce pełno barwnych postaci: Juana Quintanę zakochanego w lewym cycku swej żony Roberty Anayi, Amadeusza Głuptaka – jąkałę oświadczającego się każdej napotkanej kobiecie,alkada Feliciano nazywanego świętym z powodu anielskiej cierpliwości, którą żywi do swej wiecznie gadającej żony Margarity Cifuentes, Pedro Ślepca chodzącego z wiecznie rozpiętym rozporkiem i najbardziej na świecie uwielbiającego kobiece zadki, osła Fryderyka stanowiącego ikonę całej opowieści. Książka zawiera dowcipne ilustracje i aneksy. Swoją drogą pierwszy raz trzymałam w ręku książkę, która została wydana czcionką w kolorze nie czarnym, a granatowym! Tyle o plusach, jeśli zaś chodzi o minusy, cóż, nie bardzo podobał mi się styl Canals, przez który w moim odczuciu książka dużo straciła. Bo choć historia była urocza to męczyły dialogi i wstrącenia, wciskane byle jak, bez żadnego przemyślenie, w jakikolwiek fragment tekstu. Lecz właśnie z powodu głównie tego stylu chętnie przeczytałabym coś jeszcze jej autorstwa, żeby przekonać się czy w późniejszych utworach wypada lepiej niż w przypadku debiutu.

Ocena: 3,5/6

Ps. Przypominam o losowaniu, w którym do wygrania jest właśnie ta książka, a które odbędzie się już w sobotę 😉