Pożyczona miłość / Bridget Asher ; tłum. Martyna Tomczak. – Kraków: Wydaw. Otwarte , 2009. – 269, [3] s. ; 21 cm. – ISBN 978-83-7515-089-6
Nie wiem jak Asher to robi, ale jakoś potrafi pisać w taki sposób, że gdy czytam jej powieści to przed oczami mam bardzo dokładne sceny, a przy tym myślę już o tym jacy aktorzy najbardziej by mi podpasowali do odegrania głównych ról. Tak było przy Kwiatach od Artiego, i tak samo jest także w tym przypadku. Uwielbiam komedie romantyczne, mimo tego, że wszystkie są o tym samym, wszystkie mają cukierkową historię i szczęśliwe zakończenie. Uwielbiam i nic na to nie poradzę. A książki tej autorki są takimi romantycznymi komediami, do śmiechu i do wzruszeń.
Gwen jest przeciętną kobietą, żoną, w życie której powoli zaczyna wkradać się rutyna, a ona nie może, czy też nie chce, zrobić nic poza staniem, patrzeniem na to, akceptowaniem wad męża, staraniem się być najlepszą żoną jaką potrafi i udawaniem, że wszystko jest w porządku. Pewnego dnia, będąc w lodziarni spotyka Elliota Hulla, chłopaka, a właściwie już mężczyznę, z którym spotykała się przez długi czas, w trakcie studiów i rozstała z powodu, którego już nawet sama nie potrafi sobie przypomnieć. Elliot, jej pierwsza wielka miłość, być może największa, a może nawet, choć sama nie chce się do tego przyznać, jedyna zostaje zaproszony przez Petera, męża Gwen, na imprezę, podczas której, oczywiście za sprawą alkoholowego upojenia, Elliot oświadcza, że ma umierającą matkę, której, pod wpływem silnej presji wyznał, że niedawno wziął ślub, co było oczywiście wielkim kłamstwem. Cóż, wiemy wszyscy jak to bywa, gdy człowiek jest pod wpływem alkoholu. Do głowy przychodzą same genialne pomysły i na taki genialny pomysł wpada Peter, w ramach podziękowania za uratowanie żony, postanawia ją pożyczyć, żeby przysłużyła się także innemu mężczyźnie. Łatwo można się domyślić co z tego wyniknie.
To była piękna, zwykła chwila – spocone niemowlę, dziewczynka w kaloszach, Elliot i ja.Kasjerka w supermarkecie wzięła nas za rodzinę. W moim dzieciństwie wydarto czarną, ziejącą dziurę. W żadnej z dotychczasowych prac nie czułam się jak w swoim żywiole. Nawet będąc z Peterem, chyba nigdy nie byłam do końca sobą. A w tym momencie, udając żonę innego człowieka i matkę cudzych dzieci, poczułam, że wreszcie jestem tam, gdzie powinnam.
To pierwszy aspekt powieści i ponieważ w tym momencie wydawać by się mogło, że to kolejna książka jakich wiele, zaznaczyć należy, że nie jedyny. W trakcie lektury stopniowo zapoznajemy się z tragicznymi wydarzeniami z dzieciństwa Gwen. Dowiadujemy się, że w wieku pięciu lat straciła matkę, a ojciec powoli coraz bardziej się od niej odsuwał, że tak naprawdę nigdy nie nauczyła się kochać całą sobą, mało tego, nie nauczyła się przyjmować od drugiego człowieka miłości, bo właściwie nie miała od kogo się tego nauczyć. W matce Petera ma więc w końcu szansę odnaleźć straconą matkę, osobę, której nigdy przy sobie nie miała.
Z matkami i córkami tak już bywa,że zmieniają się rolami, które są przecież płynne.Jedna uczy drugą, jak być matkąpo to by któregoś dnia zaopiekowano się nią jak dzieckiem.
Po przeczytaniu i zachwycie nad drugą pozycją Asher nie pozostaje mi nic innego jak powiedzieć, że kolejne jej powieści kupuję w ciemno!
Ocena: 5/6