Czytanie przygód zakupoholiczki zaczęłam trochę od… nie od tej strony co trzeba ;), bo od części czwartej (druga i trzecia nadal nie została wydana po polsku), która podobała mi się szalenie, a uśmiałam się przy niej jak norka, dopiero jakiś czas później dowiedziałam się, że czytam od końca, że pierwsza część także została wydana, postanowiłam więc po nią sięgnoć, no i tu już było trochę gorzej, bo w połowie zaczęłam się zwyczajnie nudzić, mimo tego, gdy nadażyła się okazja postanowiliśmy obejrzeć ekranizację tej właśnie części…
Becky Bloomwood marzy o pracy w jednym z najznakomitszych magazynów mody, jednak zamiast tego dostaje posadę w magazynie finansowym, w którym ma doradzać czytelniczkom, w jaki sposób mogą oszczędzać, z tym, że sama nie bardzo umie się do swoich rad stosować, a jej największą pasją, ulubionym zajęciem, rzeczą, która zawsze potrafi poprawić humor są zakupy. A jeśli już coś kupować, to niech to będzie jak najlepsze, a co się z tym wiąże też jak najdroższe. I właściwie nic nie zmienia fakt, że od dłuższego czasu wydzwania do niej komornik, a długi zaczynają narastać. Tak więc Becky na własną prośbę zaczyna pakować się w kłopoty, z których nie łatwo będzie jej wyjść.
I właściwie sama nie wiem co myśleć o filmie. Fakt było parę momentów śmiesznych, nawet bardzo śmiesznych, z tym, że filmowa Becky jakoś nie przypadła mi do gustu. Mam wrażenie, że w książce została przedstawiona jako kobieta bardzo sympatyczna, nie potrafiąca za bardzo radzić sobie z żądzą zakupów, ale mimo wszystko nie taka aż znowu głupia, wydaje mi się, choć może pamięc mnie już zawodzi, że czasem nawet przejawiającą oznaki inteligencji, w filmie natomiast została wykreowana na totalną idiotkę niepotrafiącą sobie poradzić z najdrobniejszą rzeczą.
Średnio, naprawdę średnio, może lepiej wyszłoby gdyby dobór aktorów do głównych rol był inny, a może po prostu nie warto z każdej książki robić zaraz filmu.
Ocena: 3/6