Przypomnij sobie / Elina Hirvonen ; przeł. Iwona Kosmowska. – Warszawa : Wydaw. W.A.B., 2008. – 178, [6] s. ; 20 cm. – (Seria z miotłą). – ISBN 978-83-7414-399-8

Ian jest czetrdziestoletnim wykładowcą literatury. Po zamachu 11 września wyjeżdża ze swej ojczyzny, z nadzieją, że w innym kraju będzie miał szansę rozpocząć nowe życie i zapomnieć, nie tylko o ataku na World Trade Center, ale także o swoim ojcu, który postradał zmysły po powrocie z wojny w Wietnamie, a którego matka oddała do domu wariatów i którego idealny obraz, Ian jako młody mężczyzna musiał sobie zbudować, aby mieć szansę przetrwać i samemu nie zwariować.

Matka kupowała na uniwersytecie i w antykwariacie stare książki, a Ian pożerał każdą z nich. Uważał, że dopóki będzie mógł co wieczór zanurzać się w kolejnych opowieściach, w jego własnym życiu będzie mogło się dziać cokolwiek, a on to na pewno wytrzyma. Wytrzyma poranny ból brzucha i drogę do szkoły, podczas której ktoś może się za nim skradać i rzucać mu w plecy kamieniami. Przerwy, podczas których nikt z nim nie rozmawiał. Szkolne korytarze i ciemne kąty, skąd w każdej chwili mogła wyrosnąć ręka, która pchnie jego głowę prosto na wieszak. 

Jest i Anna, dwudziestoletnia studentka, narratorka powieści która związuje się z Ianem i stopniowo wtajemnicza zarówno jego, jak i nas, czytelników w tajemnice dotyczące jej życia, jej rodziny, szczególnie skupiając się na swym bracie Jonaszu, opisując szczegółówo zwłaszcza dzień, gdy ich ojciec spowodował wypadek, po którym matka wylądowała w szpitalu, dzień, od którego Jonasz zaczyna wyobrażać sobie ojca jako chcącego zgładzić całą rodzinę tyrana, dzień, który na zawsze miał odmienić życie ich wszystkich.

Każda z tych dwóch osób powoli rozlicza się ze swojej przeszłości, przypominając sobie o rzeczach, o których tak naprawdę nikt nie chce pamiętać, o których najlepiej byłoby zapomnieć, wyrzucić, zamienić w coś co nigdy się nie wydarzyło. Nawzajem pozwalają sobie przypomnieć najgorsze chwile, móc się nimi podzielić, pomagają sobie, dzieląc się miłością i zrozumieniem.

Miał na sobie tylko cienki wełniany sweter i oplótł ramiona rękoma, żeby się ogrzać. Był kochany, wyrozumiały, zagubiony i samotny, a ja zapragnęłam zamknąć go w butelce i wcisnąć do kieszonki na piersi, by już zawsze słyszał bicie mojego serca i żeby nic nie mogło go zranić.

Relacje narratorki poprzetykane są listami Jonasza, pisanymi w większości już zza murów szpitala psychiatrycznego.

To opowieść przede wszystkim o wielkiej samotności, z która musi się zmagać każdy z nas, każdego dnia, mimo, że wokół nas jest wiele innych ludzi.

Chciał mieć przyjaciela, u którego mógłby się zwalić na sofę, który by go poczęstował winem albo ciastkami, albo zimnym makaronem i zrozumiał odjeżdżającą taksówkę, obce miasto i samotność, i wojnę, i manifestację, i poczucie winy, które nie miało początku ani donikąd nie prowadziło. 

Autorka daje nam również do zrozumienia, że nie tylko w naszym życiu są rzeczy o których chcielibyśmy zapomnieć, a przypominamy je sobie wciąż i wciąż. To problem każdego człowieka, każdy skrywa w sobie jakąś tajemnice, którą może się podzelić zaledwie z garstką ludzi, a bywają i takie z którymi nie chcemy się dzielić z nikim. Skupia się też dość mocno na problemie szpitalów psychiatrycznych i ludzi chorych, pokazując nam nie tylko bezradność samego chorego, ale także całej rodziny, pokazując ból, który towarzyszy im, gdy patrząc na najbliższą osobę, za nic nie potrafią jej pomóc.

Chcę siedzieć na ogrzanej słońcem ławce, pod którą pachnie świeża trawa, nad którą pochyla się klon. Czytać w książce o diable, czytać okrągłe zdania i myśleć, że może rozumiem. Siedzieć tutaj, wąchać wiatr i wiedzieć, że wkrótce nadejdzie lato, a morze się ociepli.

Ocena: 5/6