Agnes w Wenecji / Beata Pawlikowska. – Michałów-Grabina : Instytut Wydawniczy Latarnik, 2009. – 93, [3] s. : il. ; 21 cm. – ISBN 978-83-60000-30-4
Jeśli chodzi o twórczość Pawlikowskiej to do tej pory miałam do czynienia jedynie z książką Blondynka śpiewa w Ukajali, która szczerze powiedziawszy niezbyt przypadła mi do gustu, tym bardziej, że była czytana w niedługim czasie po zakończeniu Gringo wśród dzikich plemion, przy którym to Blondynka wydała mi się książką pełną narzekania, na pogodę, na wilgoć, na transport i ogólne warunki, a czytając ją myślałam sobie tylko po co się tam pchałaś, babo, skoro wszystko Ci nie pasuje? Postanowiłam sobie, że jednak dam jej kiedyś drugą szansę, kiedyś jeszcze sięgnę po jej opis podróży, póki co sięgnęłam jednak po książkę zupełnie inną, odbiegającą od stylu Pawlikowskiej jaki wszyscy znają. I nie polecam jej fanom blondynki, bo przeżyją gorzkie rozczarowanie.
Agnes jest zmęczona swym codziennym życiem, szarą rzeczywistością, z którą zmuszona jest się zmagać dzień w dzień, postanawia więc wyjechać do Wenecji, gdzie będzie miała okazję spotkać starych znajomych… Casanovę, Vivaldiego i Marco Polo. Jedno trzeba przyznać cudowny jest język powieści, ciepły, wręcz poetycki, unosi nad ziemią, pozwala zapomnieć o wszystkim, zatopić się w nim bez reszty, momentami czułam się jakbym czytała tomik poezji, tyle, że przeczytałam ją dwa dni temu i szczerze mówiąc niewiele z niej pamiętam, a już w trakcie czytania zastanawiałam się o czym tak naprawdę ona jest. Nie mam pojęcia czy owa Agnes jest odzwierciedleniem Pawlikowskiej, czy autorka faktycznie była w tej Wenecji, czy to tylko jakieś wyobrażenia. W ogóle mało wiem, i podejrzewam, że niestety za miesiąc, może dwa nie będę pamiętać, że w ogóle trzymałam w ręku taką książkę. A szkoda, bo mogłaby być pozycją naprawdę wartościową.
Ocena: 3/6