Trainspotting / Irvine Welsh ; tł. Jędrzej Polak. – Kraków : vis-àvis Etiuda, 2009. – 310, [2] s. ; 20 cm. – ISBN 978-83-89640-65-9
Dawno nie miałam w ręku, bo trudno w tym przypadku mówić o czytaniu, książki, której czytanie porzuciłabym po 30 stronie. Nie mam pojęcia co mnie podkusiło, żeby w ogóle po nią sięgnąć, cieszę się, że to „coś” ograniczyło się do pożyczenia z kolejkowa, a nie do kupienia własnego egzemplarza, bo i taki pomysł miałam, widząc ją w atrakcyjnej cenie w taniej książce. Owym czymś nie była na pewno chęć porównania książki z filmem, bo go nie widziałam, ale może do książki przyciągnęła mnie obietnica groteskowego humoru i braku moralizatorstwa ze strony autora, o których przeczytałam na czwartej stronie okładki. Cokolwiek mnie do tej niej zachęciło, mam nadzieję, że już poszło daleko i nie będzie mnie zachęcać do kolejnych gniotów, bo moje nerwy mogą tego nie wytrzymać.
Trainspotting opowiada o życiu codziennym grupki ćpunów, a z tego co miałam okazję zauważyć po przeczytaniu dwóch rozdziałów, narracja prowadzona jest z różnych punktów widzenia.
Robiłam do książki dwa podejścia, za pierwszym razem zupełnie odrzuciło mnie słownictwo, oczywiście, jestem w stanie zrozumieć, że to specyficzne środowisko, ale rzucanie, za przeproszeniem, kurwami, w każdym zdaniu wypowiadanym przez bohaterów trochę mnie przerosło. Odłożyłam, przemyślałam, poczytałam trochę innych opinii, o tym jaka to świetna książka i postanowiłam dać sobie i jej jednak drugą szansę. Niestety, poległam. Dałam sobie spokój przy scenie załatwiania się Czynsza w toalecie publicznej, która to jest pełna za przeproszeniem gówien, ponieważ spłuczka dawno przestała działać, a następnie grzebaniu łapami w tychże gównach. W tym momencie cieszyłam się jak dziecko, że nie mam nawyku jedzenia przy książkach, bo obawiam się, że mój posiłek mógłby zostać zwrócony.
Na koniec jeszcze napiszę, że wydawnictwo chyba niezbyt się przyłożyło do tej książki i poskąpiło pieniążków na korektę. Ogólnie staram się nie czepiać literówek, sama często je robię, zresztą nawet najlepszy korektor może coś przeoczyć, choć teoretycznie nie powinien, ale jeśli w co drugim wyrazie na stronie brakuje ę czy ą to coś jest chyba nie tak i ma to prawo w końcu zacząć czytelnika męczyć.
Absolutnie nie polecam.
Ocena: 1/6