Dewey : wielki kot w małym mieście / Vicki Myron ; Bret Witter ; przeł. Maria Makuch. – Kraków : Wydaw. Znak, 2008. – 289, [3] s., [8] s. tabl. kolor. : il.; 20 cm. – ISBN 978-83-240-1012-7
Uwielbiam koty. Ich mięciutką sierść, słodkie pyszczki, mruczenie, ocieranie się o nogi. Biblioteki też uwielbiam. Zapach książek, półki wypełnione po brzegi, ciszę, spokój. Jak mogłabym więc nie sięgnąć po książkę, która łączy w sobie te dwie rzeczy? I w dodatku robi to doskonale, a uzupełniona jest o zdjęcia cudownego, rudego kotka, w którym nie sposób się nie zakochać.
Dewey został znaleziony w 1988 r., w najmroźniejszy wieczór roku, w skrzynce na zwroty biblioteki publicznej w Iowa. I prawdopodobnie był najlepszym zwrotem o jakim kiedykolwiek pracownicy biblioteki mogli marzyć. Stał się bowiem ich największą atrakcją, która wciąż i wciąż przyciągała nowych czytelników. Kochający ponad wszystko kocimiętkę i gumki recepturki, chowający się uparcie we wszelkich pudłach jakie tylko się znalazły w bibliotece, choćby zmieścił do nich tylko dwie łapki, skaczący po świetlówkach i umiejący doskonale wyczuć nastrój każdego czytelnika Dewey stał się najlepszym przyjacielem a zarówno psychologiem każdego z mieszkańców miasteczka, a także żywą reklamą, która zdołała przyciągnąć do siebie nawet filmowców z Japonii.
Mimo tytułu, nie jest to opowieść tylko i wyłącznie o kocie. Vicky Myron bardzo dokładnie przedstawia nam zasady funkcjonowania biblioteki, zwłaszcza takiej w małym mieście, wiele uwagi poświęca samemu Spencer i jego mieszkańcom, robiąc im zresztą ogromną reklamę, bo zarówno w trakcie, jak i po zakończeniu lektury mam ochotę po prostu tam pojechać, a nawet zamieszkać. Jest to też na pewno swego rodzaju autobiografia. Autorka wprowadza nas w swoje życie, ukazując problemy z jakimi musiała się zmagać, a wierzcie mi, że jej życie wcale nie było takie łatwe.
Fakt, że wychwalanie jednego kota pod niebiosa i zawdzięczanie mu wszelkiego dobra jakie dotyka całe miasteczko może w końcu zacząć męczyć. Osobiście nie wątpie, że Dewey był uroczy, ale przypisywanie mu zasług za wzrost gospodarczy czy ogólne poprawienie się warunków życia w Spencer to chyba jednak troszkę za dużo.Niemniej jednak książkę gorąco polecam, choćby ze względu na niesamowite ciepło, które wprost od niej bije.
Ocena: 5/6