Kwiaty od Artiego / Bridget Asher ; tł. Teresa Tynowiecka. – Kraków : Wydaw. Otwarte, 2009. – 268, [4] s. ; 21 cm. – ISBN 978-83-7515-058-2

Małżeństwo Lucy i Artiego było idealne. Nie, to właściwie Artie był idealny. Zawsze potrafił sam znaleźć dokładny adres hotelu, w którym zatrzymała się jego żona, po to tylko, żeby wysłać jej kwiaty z miłym liścikiem opisującym jedną z rzeczy, które w niej kocha. Wymarzony mężczyzna dla każdej kobiety. Właśnie, dla każdej. Bo Artie ma jedną, taką malutką, maluteńką wadę. Kocha wszystkie kobiety. Nie potrafi się oprzeć, zakochuje się z prędkością światła, no i właściwie co z tego, że ma żonę, przecież te kobiety to tak tylko na jakiś czas, to nie z nimi chce spędzić życie, zestarzeć chciałby się właśnie z Lucy. Ona niestety nie podziela jego entuzjazmu dotyczącego wspólnego zestarzenia się i gdy tylko odkrywa zdrady, zresztą, nie musi się znowu z tym odkrywaniem tak męczyć, bo to Artie mówi jej właściwie o wszystkim, w końcu, co tu kryć, odchodzi w siną dal. Nie odchodzi jednak na długo, musi wrócić, gdy okazuje się, że jej mąż umiera, został mu maksymalnie miesiąc życia. Tylko właściwie, czemu ona jedna ma przy nim czuwać, a gdzie się podziała cała reszta kobiet, jego ukochanych, jak sam o nich mówi? Pijana, podkuszona przez Artiego Lucy dzwoni do wszystkich po kolei kobiet, których telefony znalazła w starym, zużytym notesie męża i o dziwo, niektóre z nich godzą się pełnić wartę, przy łóżku chorego mężczyzny. Tak oto poznajemy Elspę, uroczą, młodą dziewczynę, narkomankę na odwyku, której Artie uratował życie i która o niczym więcej nie marzy, jak tylko o tym, by odzyskać swoją trzyletnią córeczkę, która znajduje się pod opieką jej rodziców, oraz Eleanor, starszą, elegancką kobietę, która darzy Artiego taką nienawiścią, że gdyby nie to, że leży on na łożu śmierci, chętnie zabiłaby go własnymi rękoma. W międzyczasie okazuje się też, że Artie ma syna, Johna, o którym jakoś zapomniał żonę poinformować wcześniej, a który był błędem młodości, przez co jest właściwie w wieku Lucy. Do tej gromadki należy dołożyć jeszcze matkę Lucy, wraz z psem Bobusiem, a mamy już mieszankę wybuchową, a jednocześnie prawdziwą rodzinę, którą łączy miłość i przyjaźń tak mocna, źe niejeden człowiek mógłby jej zazdrościć. To właśnie każda z tych osób po kolei, pełniąc wartę przy łóżku umierającego, rozmawiając, wspominając, dowiadując się nowych rzeczy o sobie i szukając własnego planu na życie.

Czasami, kiedy jest zbyt słaby, żeby słuchać opowieści, trzymam go za rękę i modlę się o obfitość – nie pieniędzy, lecz jakiegoś nieokreślonego szczęścia. Dość dawno przestałam się modlić o to, by zostało nam więcej czasu. Czas się już wyczerpał.

Nie wiem czy trafiam ostatnio na same dobre książki, czy stałam się zupełnie bezkrytyczna i potrafi mnie wzruszyć byle co. Bardziej skłonna jestem jednak uwierzyć w to pierwsze, bo Kwiatów od Artiego za byle co nie uważam. Tak, doskonale zdaję sobie sprawę, że nie jest to literatura z górnej półki, że w gruncie rzeczy to zwykłe, najzwyklejsze czytadło, ale czy tak naprawdę to ważne? Ważne przecież jest to jak książka na nas oddziałuje i czy w ogóle to robi. A mi zdecydowanie dała do myślenia i pozostawiła po sobie pytania, na które z pewnością nie będę znała odpowiedzi dopóki sama się w tej sytuacji nie znajdę. Jak ja bym się zachowała na miejscu Lucy, co zrobiłabym w jej sytuacji, czy potrafiłabym wybaczyć, pogodzić się z tym co zgotował mi los (o bardzo ładnie brzmiącym imieniu ;)), czy potrafiłabym pomóc w godnym przejściu na drugą stronę mężczyźnie, czy w ogóle osobie która aż tak mnie zraniła? Dobrze jest czasami po prostu siąść i pomyśleć, nawet jeśli refleksje nad naszym życiem ma wywołać zwykłe czytadło.

-Takie jest życie. Radość i smutek idą zawsze w parze – mówi. – Prawdziwy smutek zawsze ma w sobie odrobinę radości. Zgodzisz się? Ktoś sławny powiedział kiedyś, że czujemy smutek tylko wtedy, jeżeli przedtem przeżyliśmy radość.

Chyba nie muszę dodawać, że bardzo polecam? Sama będę teraz czekać i marzyć o tym, by historia Lucy została przeniesiona na ekran, bo do tego nadaje się idealnie, i bym mogła oglądać ją wciąż i wciąż, za każdym razem wynosząc dla siebie coś nowego.

Ocena: 5,5/6