Księga motyli / Doda Około-Kułak. – Warszawa: Świat książki, 2009. – 221, [3] s. ; 20 cm. – ISBN 978-83-247-1611-1
Gdy w opisie na okładce zobaczyłam wrocławianka oraz Sanok wiedziałam, że tą książkę muszę przeczytać. Wrocławianką jestem od urodzenia, w Sanoku mieszkała moja babcia, a żeby było śmieszniej jej córka a moja ciocia nosi imię głównej bohaterki. Nie spodziewałam się rewelacji, z dystansem podchodzę do książek polskich autorów, a już tym bardziej nie ufam autorkom o których wcześniej nie słyszałam ani słowa. Ale pomyślałam sobie jest Wrocław, jest Sanok, spróbuję, najwyżej odłożę po kilku stronach.
Po śmierci ojca Monika czuje się bardzo samotna. Postanawia zakończyć związek, który tak naprawdę od dawna nie istnieje. Chce także poznać przeszłość swoich rodziców, dowiedzieć się co spowodowało odejście jej matki, gdy ona sama miała zaledwie pięć lat. Problem w tym, że jej ojciec zostawił po sobie taki porządek, jakby się spodziewał, że zawał niedługo zakończy jego życie, a jedynym tropem są dwa listy, jeden nigdy nie wysłany zaadresowany do matki Moniki, napisany dzień przed śmiercią, a także list od dawnego przyjaciela jej ojca, w którym jest zapewnienie o tym, że jej matka jest osobą zupełnie zdrową psychicznie.
Aby móc dowiedzieć się czegoś więcej Monika wyjeżdża do Sanoka, do domu, w którym mieszkali jej dziadkowie i w którym ich zamordowano wraz z malutką córeczką, imienniczką bohaterki, za to, że podczas wojny ukrywali Żydów. W poznawaniu przeszłości pomaga jej proboszcz jednej z parafii w miasteczku, dziwny sen z pierwszej nocy spędzonej w tym starym domu, w którym ponoć od dawna straszy, a także Stefan, syn doktora Cichockiego, mężczyzny, który przed wojną i w jej czasie asystował dziadkowi Moniki. Tylko, może nie zawsze warto grzebać w przeszłości, może lepiej zostawić zmarłych w spokoju i zająć się swoim życiem, może lepiej pewnych rzeczy po prostu nie wiedzieć.
Więc książki nie odłożyłam po kilku stronach, mało tego, pochłonęła mnie tak bardzo, że na bok odłożyłam wszystkie inne rzeczy i razem z Moniką śledziłam jej przeszłość, a gdy ona wracała wspomnieniami do tego jednego razu podczas którego była w tym starym domu, w Sanoku, wtedy ja też wracałam do swoich, dość zamazanych, bo w domu mojej babci także byłam tylko raz i tak jak bohaterka byłam wtedy bardzo mała. Autorka też mnie nie zawiodła, pisze bardzo przystępnie, dobrze się to czyta. Jeśli zostanie wydana kolejna jej książka, a mam nadzieję, że tak będzie, to z pewnością po nią sięgnę.
Polecam!
Ocena: 5/6