Ostatni raz z panią Fox miałam styczność chyba jeszcze w podstawówce, kiedy to zachwyciła mnie Magda.doc oraz Paulina.doc. Potem długo, długo nic, aż do dnia gdy w Taniej Książce znalazłam jej kolejną książkę. Pamiętałam własny zachwyt, cena wygórowana nie była, pomyślałam sobie: biorę, co mi szkodzi, najwyżej potem ją oddam. Następnie książka musiała przeleżeć swoje na półce, aż w końcu niedawno się do niej dorwałam, i nie mogłam oderwać…
„Coraz mniej milczenia” to cztery historie, opowiedziane w sposób bardzo przystępny jak dla mnie. Każdy z rozdziałów, oprócz czwartego, ale o tym później, podzielony jest na dwie części, z których pierwsza jest opowiadaniem, a druga wywiadem z osobą będącą pierwowzorem do opowiadania. I tak wszystkie trzy rozdziały opowiadają o kobietach, teraz już w pełni dojrzałych, które w dzieciństwie były wykorzystywane seksualnie. Czwarta, ostatnia historia jest historią mężczyzny, z którym jednak pani Fox nie udało się spotkać, dlatego ma inną kompozycje niż pozostałe. Są to po prostu maile wymieniane między nimi, ułożone w porządku chronologicznym. I może dobrze, że nie ma wywiadu, że nie ma żadnych komentarzy, bo te komentarze byłyby właściwie zbędne.
Myślę, że takie historię mogę czytać i czytać, a nigdy nie przestaną mnie one szokować i oburzać. I właściwie w każdej podobnej historii szokują wiecznie te same dwie postawy. Postawa mężczyzny, który wykorzystuje swoją córkę, siostrzenice, bratanice i postawa kobiety przeważnie matki, która udaje, że tego wykorzystywania nie widzi, a czasami wręcz staje w obronie mężczyzny. I właściwie nigdy nie potrafiłam się zdecydować, która z tych osób jest tą gorszą. I nigdy chyba nie rozwiąże tego dylematu.
Wierzę, że to jeszcze nie jest moje ostatnie spotkanie z panią Fox. Oby nie.
Ocena: 5/6