Żyjemy samotnie, starając się być jak najmilszymi dla osób, które kochamy.
Będąc mała dziewczynką Maria wraz z matką zamieszkały w nadmorskim zajeździe rodziny Yamamoto. Tam spędziła najmilsze chwile w życiu i tam poznała swą najlepszą przyjaciółkę. Tsugumi, dziewczynę bardzo słabą fizycznie, ale za to psychicznie silniejsza niż niejeden dorosły. Ich przyjaźń zaczęła się od momentu, gdy Tsugumi przyniosła Marii list od zmarłego dziadka, który znalazła w „skrzynce na duchy”, jak dziewczynki określały skrzynkę meteorologiczna znajdującą się na tyłach domu.
Po latach, będąc studentką tokijskiego uniwersytetu Maria wraca myślami do ostatnich wakacji, które spędziła w zajeździe zanim został on sprzedany. Do niezapomnianego lata, pełnego wrażeń, pełnego miłości, niepokoju i niespodzianek.
Wiadomo po zachwycie nad „Kuchnią” spodziewałam się po tej powieści czegoś równie dobrego. Oczywiście jak można było to przewidzieć trochę się zawiodłam, choć nie mówię, że było całkiem źle. Może po prostu w złej kolejności zaczęłam zapoznawać się z twórczością Yoshimoto Banany. Może gdybym zaczęła właśnie od „Tsugumi” mój odbiór byłby lepszy. A może po prostu coraz większy brak czasu sprawił, że nie mogłam wynieść z książki tego wszystkiego co było do wyniesienia. Nie wiem, jednak osobom, które nie czytały jeszcze „Kuchni” a mają taki zamiar radzę zostawić ją sobie na deser, a zacząć od „Tsugumi” myślę, że tak będzie lepiej… 😉
Czasami noce robią takie sztuczki. Powietrze powoli przemieszcza się w ciemnościach i jak gwiazda spada na nas atmosfera jakiegoś innego, odległego miejsca. Wtedy się budzimy. Dwojgu ludziom śni się taki sam sen. Wszystko dzieje się jednej nocy, dany nastrój panuje tylko w czasie jej trwania. Następnego ranka to, co się wydarzyło, traci ostrość i rozmywa się w świetle dnia. Takie noce są długie. Bezgranicznie długie i lśniące jak klejnoty.
Ocena: 4/6