Powoli, z pewną dozą ostrożności i dystansu zaczynam przekonywać się do prozy Murakamiego, zaczynam doceniać jego styl.”Na południe od granicy, na zachód od słońca” to już czwarta pozycja napisana przez niego, którą przeczytałam. I chyba w moim odczuciu najlepsza. Porusza w tej książce kwestie bardzo delikatną, ale zarazem bardzo ważna, nad którą każdy z nas. Kwestię, która, w to nie wątpię, dotyczy każdego z nas, bez względu na wiek, wykształcenie czy poglądy, jakże różne czasami.
Mianowicie: czy warto poświęcić całe swoje dotychczasowe życie, wszystko co osiągnęliśmy, ludzi których kochamy dla jednej, jedynej, krótkiej chwili szczęścia?
Narrację w książce prowadzi Hajime, który opowiada nam o swoim życiu, zaczynając właściwie od urodzenia. A ponieważ urodził się w czasach, gdy posiadanie przynajmniej dwójki dzieci było normalne, a bycie jedynakiem uważane za wielkie dziwactwo przez całe życie czuł się inny, niepasujący do reszty. Swoją drogą doskonale rozumiem jego rozgoryczenie, bo z powodu bycia jedynaczką też nierzadko słyszałam, że jestem rozpieszczonym i egoistycznym dzieckiem, co gorsza czasem od ludzi, którzy nawet mnie nie znali, a wiedzieli tyle tylko, że nie posiadam rodzeństwa.
W świecie, w którym żyjemy przyjęto, że jedynacy są rozpieszczeni przez rodziców, słabi i egocentryczni.
Dlatego właśnie tak ważną osobą w życiu Hajime stała się Shimamoto. Z dzieci poznanych przez sześć lat podstawówki to ona była jedyną dziewczynką nie posiadającą rodzeństwa. Niewątpliwie właśnie ta cecha sprawiła, że stali się sobie naprawdę bliscy, aż do momentu rozpoczęcia college’u i wyjazdu chłopca do Tokio, kiedy to ich kontakt się urwał.
Ponownie spotykają się po upływie ponad dwudziestu lat, kiedy to Hajime jest już kochającym mężem i ojcem dwójki dzieci, a dodatkowo dzięki pomocy teścia właścicielem dwóch znakomicie prosperujących barów jazzowych. Kiedy powodzi mu się w życiu lepiej niż niejednemu mężczyźnie w jego wieku. Właśnie wtedy pojawia się zasadnicze pytanie: jak wiele jest w stanie poświęcić dla kilku chwil zapomnienia?
Na tym świecie niektóre rzeczy można zmienić, a innych się nie da. Upływ czasu to jedna z rzeczy, których nie można odkręcić. Jeśli się znalazłeś w jednym punkcie, to nie możesz już wrócić.
Podobało mi się, owszem, aczkolwiek z powodów paru niedokończonych wątków czuję się nienasycona. Jak widać w przypadku niektórych powieści niewiele ponad dwieście stron to zdecydowanie zbyt mało… 🙂
Ocena: 5/6