-Piotrusiu, jutro będzie tort i przyjdą goście, bo jutro jest nasze święto – mija rok, odkąd jesteśmy razem.
-Gdzie wtedy byłem?
-Nie pamiętasz?
-Pamiętam. W takim dużym szarym domu i ja się boiłem tam mieszkać. Jakie były te panie?
-Ty mi powiedz. To ty je znałeś.
-One były miłe, ale były obce.
Nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak straszną przeżyciem jest dla kobiety świadomość, że nie może mieć dzieci. Jak bolesna jest myśl, że nie można przeżyć cudu stworzenia. A ja strasznie musi się czuć dziecko, którego rodzice nie chcieli. Dziecko zamieszkałe w domu dziecka.
Czy w takim przypadku adopcja to naprawdę najgorsze wyjście? Czy najgorszą rzeczą jaką mogła zrobić Katarzyna Kotowska było zaadoptowanie Piotrusia? Na pewno nie. I po przeczytaniu tej książki jeszcze bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że i adoptowane dziecko można kochać tak bardzo jak swoje własne. W taki sam sposób można go uczyć jeździć na rowerze czy poznawać dźwięki nas otaczające. W taki sam sposób dziecku adoptowanemu pomaga się poznawać świat.
Na jakie eksperymenty nie odważą się dzieci, które zostały w domu dziecka,bo nikt nie trzyma ich za rękę?
Jakich potencjalnych możliwości nigdy nie rozwiną, bo nikt nie doda im odwagi?
Z tej cieniutkiej książki bije tak dużo ciepła, radości. W krótkich epizodach pani Kotowskiej udało się zamieścić wiele miłości, niepewności i lęku związanego z adopcją. Krótkie zdania wywołują uśmiech i wzruszają.
-A jak się na Ciebie o coś gniewam, albo daję klapsa, to Cię wtedy kocham, czy nie?
Nie zastanawia się:
-Ty mnie zawsze kochasz.
Ze swojej strony gorąco polecam. Każdemu.
Ocena: 5/6