Może wariaci to tacy ludzie, którzy wszystko widzą tak, jak jest, tylko udało im się znaleźć sposób, żeby z tym żyć.
Z twórczością Whartona miałam już przyjemność się spotkać podczas lektury Spóźnionych kochanków, która mnie nie zachwyciła, ale całkiem przyjemnie się ją czytało. Na Ptaśka natknęłam się niedawno w bibliotece, zdecydowałam się więc na kolejne spotkanie. I nie żałuję. Debiutancką powieść tego autora na pewno warto znać.
O ptakach wiem niewiele, nie rozróżniam poszczególnych gatunków. Latają, ładnie ćwierkają na wiosnę i na tym ich rola się kończy. Ptasiek jednak opowiada o nich z taką pasją, z taką fascynacją i miłością, że w pewnym momencie zaczyna się to też udzielać czytelnikowi. Podczas lektury i ja miałam ochotę wzbić się w górę i po prostu polecieć. Nieważne dokąd, byle by unosić się nad ziemią i czuć wiatr pod skrzydłami.
Niestety fascynacja lataniem dla Ptaśka nie kończy się dobrze. W to, że stał się ptakiem wierzy tak mocno, że trafia do szpitala psychiatrycznego, gdzie przez całe dnie i noce siedzi w kucki i macha skrzydłami.
Razem z nim siedzi Al, jego najlepszy przyjaciel z dzieciństwa, który czeka właśnie na operacje żuchwy. To on informuje nas o teraźniejszych wydarzeniach. Opowiada też o wspólnych młodzieńczych zabawach i o pracy. Wstrząsnął mną fragment o pracy przy łapaniu psów i gdybym wiedziała, czego się spodziewać chętnie bym go ominęła.
Ptasiek to piękna powieść o przyjaźni, miłości i sile marzeń. Napisana wprost poetyckim językiem. Nie rzuciła mnie na kolana, ale i nie zawiodła.
Ocena: 4,5/6