Siba Shakib pojechała do Afganistanu w celu napisania powieści, o panującym tam głodzie i cierpieniu. Przypadkiem, przy okazji rozdawania pszenicy potrzebującym zauważa Shirin-Gol. Kobietę, która w sposób otwarty, niczego nie ukrywając postanawia opowiedzieć jej o swoim życiu.

Shirin-Gol była malutką dziewczynką gdy po raz pierwszy usłyszała dźwięk rakiety. Mając około 15 lat wyszła za mąż i urodziła pierwsze dziecko. Gdy wojnę z Rosjanami zastępuje wojna domowa, Shirin-Gol trafia do obozu uchodźców. Potem kolejno do kilku małych wiosek. Następnie do Pakistanu, Iranu, z powrotem do Afganistanu. Wraz z rodziną nie mają możliwości nigdzie zagrzać miejsca, z powodu toczących się bez końca wojen.
Shirin-Gol wraz z rodziną chcą po prostu żyć. Żyć, kochać, mieć marzenia. Próbują znaleźć choć trochę normalności w krajach zupełnie tego pozbawionych.

– Zabrali nam wszystko, dosłownie wszystko – powiedziała pani biolog. – Nieliczne prawa, które właśnie sobie wywalczyłyśmy, pracę, dzieci, mężów, ojców i matki, domy, pola, ojczyznę, godność, dumę, nawet marzenia. Ale pozostało coś, czego nie mogą nam odebrać.
– Mnie nic nie pozostało – powiedziałam Shirin-Gol – zupełnie nic. Nie mam nic co można by mi odebrać. Oprócz własnego życia i życia moich dzieci.
-Miałam na myśli nadzieję. Nadziei nie mogą nam odebrać. – powiedziała pani biolog.

Czytając takie książki czuję tylko wdzięczność za to, że nie urodziłam się w jednym z tych krajów niekończących się wojen. Że mam prawo chodzić sama po ulicy z odkrytą twarzą, mam prawo śmiać się, rozmawiać z innymi ludźmi bez żadnego ryzyka. Mam prawo uczyć się i zostać tym kim chcę zostać. Czytając takie książki wszystkie moje problemy stają się nagle takie malutkie. I naprawdę podziwiam kobiety które żyją w tych krajach. Za ich siłę i wytrwałość.

Ocena: 5,5/6