Czasem jest tak, że po przeczytaniu pięciuset stronicowej książki odkładamy ją i nie wiemy tak naprawdę o czym była, jesteśmy pewni, że nic z niej nie zapamiętamy.

Kuchnia to dwa opowiadania, zajmujące łącznie niewiele ponad sto stron. Za to zawierają one w sobie tyle treści ile, mało które, opasłe tomiska. Chciałabym by wrażenia, jakie towarzyszyły czytaniu tej książki zostały ze mną na długo.

Obydwa opowiadania właściwie traktują o tym samym. O samotności ludzkiej. O samotności, która prędzej czy później dopada każdego z nas. Jakie to dziwne, codziennie stać wśród tłumu różnych ludzi a być tak bardzo samotnym. To również opowieści o tym jak trudno jest się pogodzić ze stratą ukochanej osoby. Jak ciężko jest żyć po śmierci najbliższej nam osoby, tym ciężej jeżeli zostajemy na świecie zupełnie sami.

Główną bohaterką tytułowej Kuchni jest Mikage Sakurai. Dziewczyna, która po śmierci rodziców zamieszkała z babcią, a po śmierci babci w domu Yuichiego i jego matki, czy raczej ojca, który przeszedł operację zmiany płci, ale to właściwie zupełnie nieważne. W domu nowych przyjaciół Mikage powoli dochodzi do siebie, znajduje nową pracę, zaczyna nowe życie, by niedługo znów utracić osobę, która stała jej się bardzo bliska. By znów zacząć szukać swego miejsca.

Muszę ciągle mieć świadomość, że kiedyś umrę. Inaczej nie czuję, że żyję. Dlatego żyję tak jak żyję.

Bohaterką drugiego opowiadania, Moonlight Shadow, jest dwudziestoletnia Satsuki, która w wypadku samochodowym straciła chłopaka, z którym przeżyła cztery cudowne lata. Lata opatrzone dźwiękiem dzwoneczka, który Hitoschi, od pierwszego dnia ich znajomości, zawsze nosił przy sobie. Pojawia się też postać Hiiragiego, który w wypadku stracił nie tylko dziewczynę, ale i brata.

Myślę, że każdy z nas żegnając swoich bliskich chciałby to zrobić w tak piękny sposób w jaki zostało to przedstawione w książce Yoshimoto Banany.

Ocena: 5,5/6