-Kochałeś ją?
-Tak.
-Jak bardzo?
-Po prostu kochałem.

Bardzo lubię styl Gavaldy. To jak wiele rzeczy potrafi uchwycić w krótkich, prostych zdaniach. Po lekturze „Po prostu razem” byłam zachwycona i tym razem także się nie zawiodłam.

„Kochałem ją” to właściwie dialog dwojga ludzi. Chloe, której mąż właśnie odszedł, zostawiając ją samą z dwoma córeczkami, oraz jej teścia Pierre’a, który stopniowo, chcąc dodać otuchy swej synowej dochodzi do własnej opowieści o straconej miłości. Próbuje jej udowodnić, że nie tylko strona porzucona cierpi. Gavalda stara się nam pokazać jak bolesnym przeżyciem dla obu stron jest rozstanie dwojga ludzi.

Po jakim czasie zapomina się zapach kogoś, kto nas kochał? A kiedy samemu przestaje się kochać?
Podajcie mi klepsydrę.

Czytając tę książkę czułam się jakbym to ja, nie Chloe, siedziała przy kominku, z lampką wina w ręku wysłuchując opowieści Pierre’a. Zresztą jak dobrze było tak siedzieć i wsłuchiwać się w jego spokojny, ciepły głos.

Z wielką przyjemnością sięgnę po kolejną powieść Gavaldy.

Ocena: 5/6