Wystarczy przyjrzeć się okładce książki. Spojrzeć na tytuł, popatrzeć na szmacianą lalkę, która znajduje się zaraz pod nim, a już wiemy o czym jest ta książka.

I może dobrze było by przymknąć oczy i przejść koło niej obojętnie, zapomnieć, udawać, że się nie widziało.

Ale bez względu na to ile osób przejdzie obok takie rzeczy się dzieją. A Halszka Opfer przedstawia nam je z brutalną szczerością. Ona to przeżyła. I w końcu po ponad trzydziestu latach milczenia odważyła się zabrać głos. I może warto na chwilę się zatrzymać i posłuchać tego co ma nam do powiedzenia.

Często zastanawiałam się, czy w moim życiu były jakieś dobre chwile, które wspominałabym z tęsknotą.
Doszłam do absurdalnego wniosku, że wtedy i tylko wtedy, kiedy moje życie wisiało na włosku. Tylko wtedy czułam autentyczną troskę rodziców.

Odkąd Halszka skończyła 3 lata ojciec regularnie ją molestował. Zresztą nie tylko ojciec, potem do tego grona dołączyli również ksiądz, lekarz, kolega z klasy. Halszka jak magnes przyciągała wszystkich zboczeńców.

I mimo tego, że właściwie o tym traktuje ta książka. O wykorzystywaniu seksualnym, to w moim odczuciu o wiele gorszym przewinieniem było to, co tej małej bezbronnej dziewczynce zrobiła własna matka. I co to właściwie za matka, która nie dostrzega co się dzieje z jej dziećmi, która nie chce tego dostrzegać? Matka, która swoje dzieci głodzi, upokarza na każdym kroku, wyżywa się na nich po awanturach z mężem, a wreszcie matka, która po kąpieli zanosi swoją maleńką córeczkę do łóżka jej kata.

Czytając tę książkę myślałam tylko o tym jak to możliwe, że całe to zło mogło spotkać tylko jedną osobę. I ile siły w sobie musiała mieć, żeby to wszystko znieść.

Link do wywiadu z autorką

Ocena: 5/6