Zauważyłaś, że książka po kilkakrotnym przeczytaniu staje się o wiele grubsza, niż była? – powiedział Mo, gdy w któreś urodziny Maggie przeglądali jej skarby. – Jakby za każdym razem coś zostawało między kartkami: uczucia, myśli, odgłosy, zapachy… A gdy po latach zaczynamy ją kartkować, odnajdujemy w niej nas samych, młodszych, innych… Książka przechowuje nas jak zamknięty kwiat: odnajdujemy w niej siebie i jakby nie siebie.

Po roku wszyscy bohaterowie Atramentowego Serca spotykają się znów. Smolipaluch odnajduje tajemniczego poetę Orfeusza, ktoś w końcu musi odesłać go do świata błękitnych wróżek i szklanych ludzików. Gdy w domu Elinor, pewnej nocy, pojawia się Farid, Maggie postanawia nie czekać ani chwili dłużej i wreszcie wczytać się do tego świata, który zna tylko z opowieści matki, a za którym tak bardzo tęskni. Zostawiając rodzicom krótki list pożegnalny, trafia do Nieprzebytego Lasu.

Wkrótce po nich przenikają tam także Mo z Resą, oraz Basta z Mortolą, który nieustannie od roku obmyślali plan zemsty. W Atramentowym Świecie, w ich świecie, wreszcie będą mieli przewagę.

Książka mi się podobała, może nawet bardziej niż pierwsza część, bo chyba jednak więcej się działo. Było przede wszystkim więcej różnych dziwnych postaci ;). Moim sercem zawładnął, mały, zadziorny szklany ludzik, o imieniu Kryształek, który był pomocnikiem Fenoglia i przy każdej nadarzającej się okazji kłócił się z nim zawzięcie. Zasmucił mnie tylko koniec, który nie był zbyt łaskawy dla mojego ulubionego bohatera, ale mam nadzieję, że w trzeciej części pani Funke jeszcze wszystko naprawi.

Ocena: 5/6