Jaka jest szansa na to, że w Abbeymead – małym, angielskim miasteczku, w którym wszyscy się znają, dojdzie do kilku zbrodni na przestrzeni zaledwie kilku miesięcy? No właśnie… I taka jest ta książka, takie są przygody Flory Steele – niewiarygodne, a jednak wciągają jak bagno.

Gdy niedługo po stypie Bernarda Mitchella, spacerująca się po pobliskim molu Flora dostrzega unoszące się przy brzegu ciało młodej kobiety ani przez chwilę nie wierzy, że mógł to być nieszczęśliwy wypadek, ani tym bardziej samobójstwo. Gdyby jednak miała jakiekolwiek wątpliwości, natychmiast by się one rozwiały po poznaniu tożsamości zmarłej, szybko okazuje się bowiem, że to Polly Dakers – kobieta może niezbyt roztropna, na pewno nie przez wszystkich lubiana, ale jednak młoda, skrupulatnie dążąca do założonych sobie celów i pełna planów na przyszłość. Jak można by było uwierzyć, że targnęła się na własne życie? Nie zgadzając się na wersję przyjętą przez miejscową policję Flora na własną rękę postanawia rozwikłać zagadkę tajemniczej śmierci, kilkukrotnie ryzykując przy tym własnym zdrowiem, a nawet życiem.

Choć Morderstwo w zimowy dzień to bez wątpienia kryminał, moim zdaniem bliżej tej książce do relaksującej powieści obyczajowej. Owszem, mamy trupa, mamy śledztwo, mamy zbrodnie wokół której kręci się cała fabuła, ale jednak nie znajdziemy tu drastycznych opisów, zaskakujących plot twistów i szaleńczej pogoni za mordercą. Cała akcja płynie sobie wolno i bez pośpiechu, a autorka często skupia się raczej na relacjach między głównymi bohaterami niż ich prywatnym śledztwie, w przypadku zabójcy zaś znacznie ważniejsze stają się jego motywy niż sam czyn, którego się dopuścił.

Nie do końca przemawia do mnie język powieści – utrzymany w nieco zbyt współczesnym stylu niekoniecznie współgra z klimatem lat powojennych. To jednak szczegół, który właściwie nie wpływa na mój odbiór powieści Merryn Allingham – Morderstwo w zimowy dzień to nadal przyjemny, a nawet rzekłabym uroczy retro kryminał, w którym mimo mało skomplikowanej fabuły i dość przewidywalnej zagadki można się zatracić bez reszty.

Po Morderstwie w księgarni miałam ogromną ochotę na więcej i cieszę się, że na tej jednej książce przygody Flory Steele i Jacka Carringtona się nie skończyły. O ile po pierwszym tomie obdarzyłam główną bohaterkę ogromną sympatią, o tyle po przeczytaniu kolejnego mogę śmiało powiedzieć, że bez wahania wciągam ja na listę swoich ulubionych postaci literackich i będę z niecierpliwością wypatrywać kolejnych tomów. Mam nadzieję, że wszystkie zostaną wydane po polsku.

Merryn Allingham, Morderstwo w zimowy dzień, Kraków, Wydawnictwo Mando 2023

współpraca z wydawnictwem Mando