Z ogromną niecierpliwością czekaliśmy na kolejną część przygód Wincentego i Kołtuna, bo trzeba przyznać, że to bohaterowie, którzy wyjątkowo Bąblowi podpasowali. Mi zresztą też, a i nawet mój mąż stwierdził, że kurczę, ale ten Wincenty i Kołtun są fajni!.

A co tam słychać u naszych bohaterów? Otóż wydawać by się mogło, że tymczasowo ich życie nabrało nieco stabilizacji, a spokojne dni spędzają w miejscu, które obydwoje kochają, czyli własnej księgarni. Ponieważ jednak stabilizacja i rutyna każdego w końcu mogą znudzić, nic dziwnego, że gdy trafia do nich tajemnicza przesyłka Wincenty i Kołtun bez mrugnięcia okiem zamykają księgarnię i wyruszają na wielką przygodę. W końcu gdzieś tam czeka do odnalezienia wielki skarb. Wyprawa po Złotą Kość nie będzie jednak wyprawą łatwą, bo po drodze wpadną też w kilka zastawionych na nich strasznych pułapek, a gdy zechcą wrócić do swojej oazy spokoju, okaże się, że miejsce to nie należy już do nich…

Wincenty i Kołtun, to bohaterowie, których nie sposób byłoby nie polubić, a choć są skrajnie różni, to razem stanowią duet doskonały. Ich przygody przykuwają uwagę, ale przede wszystkim też bawią, bo jak tu nie wybuchnąć śmiechem, gdy nieco szalony Kołtun z pasją oddaje się jeździe na drabince, zamiast w spokoju ścierać kurze z półek, a gdy niebezpieczeństwo niemal depcze im po piętach potrafi myśleć tylko o gorących hot-dogach? Uśmiech na twarzy, zwłaszcza dorosłych, wywołają też na pewno zabawne nawiązania do tego, co dobrze znamy: ot, choćby para prawdziwych goryli w roli ochroniarzy, czy koncertujący na Złotym Piklingu Alvis Piesley.

Do przygód tego cudownego kocio-psiego duetu na pewno będziemy jeszcze nie raz wracać, ale mamy też ogromną nadzieję, że to nie koniec ich przygód, bo po wysłuchaniu Wyprawy po Złotą Kość, Bąbel powiedział tylko jedno: ooooj, ten Wincenty i Kołtun, ciekawe co też oni wymyślą kolejnym razem? Cóż, ja też jestem ciekawa. Czekamy!

Nicola Colton, Wincenty i Kołtun. Wyprawa po Złotą Kość, Warszawa, Zielona Sowa 2020