Słyszeliście kiedyś o Tyfusowej Mary? Ja chyba nigdy wcześniej nie spotkałam się z tą postacią, ale jak tylko zobaczyłam tę książkę w zapowiedziach, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Jeśli więc tak jak ja, nie znacie jeszcze opowieści o Mary Mallon, to nic straconego – koniecznie sięgnijcie po Gorączkę!

Goraczka3

Przybyła z Irlandii zupełnie bez niczego, zamieszkała u ciotki i przez dłuższy czas pozostawała na jej utrzymaniu. Po jakimś czasie rozpoczęła pracę jako praczka, ale to zdecydowanie jej nie zadowalało, bo Mary od zawsze wiedziała, że chce gotować, że właśnie to potrafi robić najlepiej. A skoro można zarabiać na tym, co się kocha, to czemu tego nie wykorzystać? Trochę przekłamując swoje doświadczenie zawodowe wreszcie zaczęła pracować jako kucharka, a jej potrawy były tak wyśmienite, że zaczęli o nią zabiegać nawet najbardziej wymagający (i coraz bogatsi) pracodawcy. A choć Mary od zawsze miała własne zdanie, którego nie bała się wyrażać i dość porywczy charakter, to jej lody brzoskwiniowe były tak genialne, że każdy był w stanie zagryźć zęby i znieść jakoś niewyparzony jęzor kucharki. Niestety, niemal od samego początku jej kucharskiej kariery niektórzy z tych, dla których gotowała umierali na tyfus. Nic dziwnego, można by powiedzieć, w tamtym czasie na tyfus umierało przecież tylu ludzi, że fakt iż w otoczeniu Mary nagle znalazło się ich trochę więcej, nie powinien nikogo dziwić.

Tyle, że akurat jej przypadek zaczął śledzić i bardzo dokładnie analizować inspektor sanitarny, który w niedługim czasie doszedł do wniosku, że wszystkim tym zachorowaniom, a idąc tym samym tropem, także nielicznym, ale jednak śmierciom, winna jest właśnie ona – Mary Mallon, nosicielka tyfusu, która nigdy nie miała nawet zwykłej gorączki. To właśnie Soper doprowadza do aresztowania Mary, dokładnego jej przebadania, a koniec końców całkowitego odizolowania i wywiezienia na wyspę North Bother, gdzie kucharka spędza dwa lata, bez możliwości wytłumaczenia się i widzenia z bliskimi. Dopiero po upływie tego czasu dochodzi do rozprawy, ale nawet wtedy nie cofnięto zarzutów…

Goraczka2

Nie potrafiłam traktować Mary jako morderczyni. Przez całą niemal lekturę nie tylko czułam do niej sympatię, gorąco kibicowałam, aby ta cała historia z tyfusem okazała się chorym wymysłem faceta, który chciał się wybić na czymś naprawdę mocnym, ale też przede wszystkim współczułam jej. I choć w pewnym momencie tej historii wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że Mary jest winna, to nie wiem czy ktokolwiek byłby mnie w stanie do tej winy przekonać.

Mary Beth Keane stworzyła bardzo złożoną postać. Mary Mallon została wykreowana na bohaterkę bardzo silną i niezależną, na kobietę, która mogłaby zupełnie sama walczyć z całym światem, która nie boi się niczego, z odwagą wyraża własne zdanie, a jeśli trzeba rzuca się z pazurami na tych, którzy chcieliby ją skrzywdzić. Jednocześnie miałam wrażenie, że to postać dość zagubiona, uzależniona od mężczyzny, z którym tak naprawdę nie potrafiła żyć, bardzo samotna i nieszczęśliwa. W dodatku pozbawiono jej, a właściwie próbowano pozbawić tego, co kochała najbardziej – jak mogła więc nie czuć tej złości, która tak ewidentnie wskazuje na świadomość jej czynów? Poza sprawą niewyjaśnionych zachorowań autorka też bardzo dokładnie wnika w życie osobiste bohaterki, właśnie tam próbując szukać pewnych motywów mogących wskazywać na to, że Mary faktycznie zarażała świadomie. W żadnym momencie jednak autorka nie próbuje nas przekonać do tego, że Mary była morderczynią. W żadnym momencie nie stara się jej też usprawiedliwiać.

Goraczka

Poza przybliżeniem postaci, która z pewnością na długo pozostanie w pamięci czytelników oraz przedstawieniem tej niesamowitej historii z perspektywy głównej zainteresowanej Mary Beth Keane udało się stworzyć także niesamowity klimat Stanów Zjednoczonych z początku XX wieku. Brudne ulice, pełne błota i fekaliów, zapominanie o podstawowych zasadach higieny (jak chociażby niemycie rąk po korzystaniu z toalety, a przed rozpoczęciem gotowania), choroby rozprzestrzeniające się z prędkością światła i lekarze zjawiający się zbyt późno – to szara, smutna rzeczywistość, w której epidemia tyfusu nie wydaje się niczym nadzwyczajnym. Mamy w Gorączce także typową bohaterkę, która dobija do brzegów innego kontynentu, by spełnić swój amerykański sen, a zostaje zmuszona do prania cudzych gaci.

Trzeba pamiętać o tym, że Gorączka nie jest książką non-fiction, to tylko powieść oparta na faktach, ale bohaterowie Mary Beth Keane są tak wiarygodni, że właściwie z powodzeniem można uwierzyć w tę wersję historii, w te emocje, w to, co działo się w głowie Mary Mallon. Żyłam tą opowieścią przez ostatnie tygodnie, czułam jej zagubienie, jej lęk, jej pragnienie, by wszystko okazało się farsą, a ona mogła wrócić do zajęcia, które przynosiło jej największą satysfakcję.

Z czystym sumieniem polecam!

Mary Beth Keane, Gorączka, Kraków, Wydawnictwo Literackie 2018