Skłamałabym pisząc, że to najlepsza książka, którą przeczytałam w tym roku, ale z całą pewnością jest to jedna z książek najbardziej zaskakujących. I to nie tylko w tym roku, ale w całym moim życiu.

Cela

Sammy Grossmann wraca myślami do wydarzeń sprzed dwudziestu lat. Do pewnego upalnego lata w Berlinie, gdy jego życie zostało wywrócone do góry nogami. Miał jedenaście lat, gdy jego rodzice postanowili przeprowadzić się do innego kraju. Nie byłoby w tym nic dziwnego, zwłaszcza, że przeprowadzka przypadła na okres wakacji, tak, by Sammy nie musiał zaczynać w nowej szkole od połowy roku. Ale może właśnie to był błąd? Zajęci rozwojem swoich karier rodzice i spędzający czas z nowymi kolegami starszy brat, nawet nie zwrócili uwagi, że z Sammym dzieje się coś złego… Do czasu, gdy chłopiec zaczął szukać pomocy gdzie indziej.

Stary dom skrywający niejedną tajemnicę, okropna przeszłość ciążąca nad tym miejscem, podziemia, w których można się zagubić i wreszcie… dziewczynka uwięziona w piwnicy, przyprawiającym o dreszcze krzykiem prosząca Sammiego, by pod żadnym pozorem nie przyprowadzał ojca na pomoc. Dziewczynka niewiele starsza od niego samego, samotna, zlękniona, błagająca o ratunek. Dziewczynka, która następnego dnia po prostu znika. Co się z nią stało? Co wspólnego ma z tym wszystkim ojciec chłopca? Co właściwie jest prawda? Czym jest prawda?

Jonas Winner stworzył książkę, która przeraża nie tylko dlatego, że zawiera dość drastyczne opisy, ale chyba przede wszystkim dlatego, że doskonale pokazuje co może zrobić z człowiekiem jego chory umysł. Co może zrobić z jego wyobraźnią i jak bardzo zniekształcić rzeczywistość. Cela to też idealne ukazanie tego jak wielka potrafi być miłość dziecka do rodzica i rodzica do dziecka, jak dużo potrafi przysłonić, jak wiele można dzięki niej wybaczyć, wreszcie co jesteśmy w stanie zrobić, by chronić najbliższych. To całe przywiązanie, ślepe zaufanie, wszystko to, co sprawia, że nawet dokonanie najgorszych czynów nie wydaje się już aż tak straszne. Tę książkę czyta się z narastającym przerażeniem i niedowierzaniem, po czym, po przewróceniu ostatniej strony człowiek uświadamia sobie, że w ochronie swoich bliskich sam też mógłby to zrobić.

Rzadko kiedy nie jestem w stanie rozwikłać zagadki, rzadko kiedy nie potrafię odgadnąć zakończenia, rzadko kiedy autorowi udaje się tak mnie zmylić, żebym przy ostatnich stronach otwierała szeroko ze zdumienia oczy zadając sobie pytanie o to jak, do cholery, mogłam to przegapić?! Jonasowi Winnerowi to się udało. Cela to książka, której czytaniu towarzyszy cała gama różnych emocji, nie zawsze zresztą pozytywnych. To książka, która zaskakuje, przeraża, obrzydza i zniesmacza. To książka, po której momentami ciężko zasnąć, która głęboko wwierca się w naszą głowę, która sprawia, że te wciąż i wciąż mamy przed oczami obraz, o którym trudno zapomnieć.

Czytałam z zapartym tchem, raz po raz walcząc ze sobą, by nie spojrzeć na ostatnie strony, by nie poznać zakończenia przedwcześnie, choć korciło mnie okropnie!

Podobało mi się, wstrząsnęło mną, mimo wszystko ciężko mi Celę polecić. Czytajcie na własną odpowiedzialność.

Jonas Winner, Cela. Thriller, Kraków, Wydawnictwo Initium 2017